Fałszerstwo banknotu insurekcji 25 złotych z 1794 roku na szkodę emitenta.

Po ostatnim poście na temat fałszerstw w okresie PRL-u, który się ukazał na portalu Pieniądz Papierowy (LINK TUTAJ) pomyślałem, że warto nieco bardziej przybliżyć szerszemu gronu początki fałszowania banknotów, które miały miejsce już na naszych pierwszych pieniądzach papierowych z okresu Insurekcji Kościuszkowskiej.

Swego czasu wpadł mi w ręce banknot 25zł 1794 serii B, na pierwszy rzut oka sztuka jak inne, w dość dobrym stanie zachowania. [fot poniżej]

Banknot wydawał mi się w porządku, oryginalny papier z jego naturalną prążkową fakturą, pod światło wykazywał cechy jak każdy banknot okresu Insurekcji. [fot poniżej]


Sucha pieczęć też nie budziła zastrzeżeń, posiadała charakterystyczne dla tego nominału obłamanie (celowe i zamierzone – jeden ze sposobów zabezpieczenia banknotu) [fot poniżej]

Jednakże od razu w oczy rzucił mi się pewien szczegół. Zauważyłem, że podpis komisarza Piotra Grozmaniego (radcy miasta Wilna) nie jest złożony wtórnie na rozmytym tle, w miejscu wywabionego wcześniej nieznanego komisarza, jak na wszystkich innych znanych sztukach. Oczywiście serce mi mocniej zabiło, czyżby pierwsza znana taka sztuka? Może unikalna?

Wszelkie wątpliwości, a tym samym nadzieje rozwiały się po bliższym przyjrzeniu się omawianemu egzemplarzowi. Dało się zauważyć brak liter B S po obu stronach suchej pieczęci, liter które stanowiły jeden z elementów zabezpieczających banknot (metodą chemiczną). Wprawdzie widywałem sztuki gdzie były one ledwo widoczne ale na tym banknocie nie było ich wcale. Bliższe przyjrzenie się obu podpisom komisarzy dało mi 100% pewność co do fałszerstwa. Proszę zwrócić uwagę na zamieszczoną fotografię podpisów, tam zestawiłem to z innym banknotem 25zł 1794r. [fot poniżej]

Nie trzeba być specem od grafologii aby od razu zauważyć, że nie podpisały obu banknotów te same osoby. Różnica najbardziej widoczna jest na podpisie (żółta strzałka) komisarza Michała Zakrzewskiego (regenta metryki koronnej). Nie ma takiej fizycznej możliwości aby charakter pisma zmienił się aż tak bardzo, nawet w przeciągu całego życia autora. Poza tym widać, że osoba, która podrabiała ten podpis nie znała komisarza, bo "wyszedł" podpis "Zasławski" . Proszę też zwrócić uwagę na numerację (strzałka niebieska), która to we wszystkich banknotach o nominale 25 zł była wypisywana przez tego komisarza (Zakrzewskiego), cyfry koślawe i brak kropki po ciągu liczb.

Drugi podpis (Grozmaniego) już bardziej udanie podrobiony, choć też widać różnice, osoba która dokonywała tego nielegalnego procederu też nie znała dokładnie brzmienia nazwiska komisarza i mając pewnie materiał porównawczy z innego banknotu 25zł, gdzie komisarz w literze "m" swojego nazwiska oddzielał pierwszy człon litery, to zamiast Grozmani, mamy podpis Grozinani, z kropeczką (strzałka czerwona).

Dalsze oględziny tego banknotu dostarczyły kolejnych dowodów na fałszerstwo. Proszę zwrócić uwagę na ozdobną ramkę wokół banknotu (wykonywaną techniką drzeworytniczą), we wszystkich oryginalnych banknotach ramka jest symetryczna o idealnych proporcjach. Tu mamy widoczne jej ręczne dorabianie, widać jak fałszerz traci proporcje. [fot poniżej]

Podsumowując mamy do czynienia z fałszerstwem na szkodę emitenta, gdzie fałszerz miał dostęp można powiedzieć do półproduktu banknotu tj. do oryginalnego papieru już z nadrukiem nominału i klauzuli prawnej (techniką miedziorytniczą), posiadał także dostęp do suchej pieczęci, jednakże nie posiadł matryc do nadruku ramki, ani techniki zabezpieczającej chemicznie w postaci liter B S , a podpisy komisarzy zostały podrobione. Cechy te wskazują, że najprawdopodobniej w proceder ten był lub byli zamieszani pracownicy samej drukarni.

Tezę tą zdaje się potwierdzać zachowany do dnia dzisiejszego taki półprodukt w kolekcji Lucow (Banknoty Kolekcji Lucow J.Koziczyński, op.cit., poz.28) gdzie właśnie mamy taki półprodukt banknotu 25zł jednakże serii D.

Także jak widać proceder podrabiania pieniądza jest tak samo stary jak sam pieniądz, nawet naszych pierwszych pieniędzy papierowych nie ominął ten wątpliwy "zaszczyt", a przyznać trzeba, że techniki zabezpieczające banknotów okresu Insurekcji były na wysokim poziomie, nawet jak na dzisiejsze czasy.

Autor tekstu i zdjęć: Paweł Pawłowski (pawpaw)

Literatura :

Czesław Miłczak "Banknoty Polskie i Wzory Tom 1"  Warszawa 2012
PTN o/im. Karola Beyera w Warszawie "Warszawski Pamietnik Numizmatyczny 1" Warszawa 2012



Kolekcjonowanie monet II Rzeczypospolitej

Monety II RP to chyba najpopularniejsza grupa polskich numizmatów wśród kolekcjonerów. Dla jednych są one furtką pomiędzy współczesnymi monetami a numizmatami Polski Królewskiej. Drudzy natomiast specjalizują się tylko w tym okresie historycznym tworząc zaawansowane, wyszukane zbiory specjalizowane międzywojnia. Piękne monety, łatwo dostępne i w bardzo szerokim zakresie cenowym. To te cechy, które powodują tak dużą ich popularność wśród kolekcjonerów. 

Kręte drogi

Droga do monet II RP dla wielu kolekcjonerów jest różna. Można wyróżnić dwa a właściwie trzy zasadnicze kierunki dochodzenia do monet tego okresu:

1) klasyczna i najpowszechniejsza - młody kolekcjoner zbiera najpierw współczesne monety czy to 2 zł Nordic Gold czy lustrzanki. W miarę zdobywania wiedzy kieruje swoje zainteresowania do monet PRL lub właśnie II RP i albo tu się zatrzymuje i specjalizuje lub z czasem kieruje się ku Polsce królewskiej. 

2) "po dziadku" - w bardzo wielu domach w pamiątkach po swoich rodzicach czy dziadkach można znaleźć ''Marszałka" czy "Polonię" z okresu II RP. Młody kolekcjoner zaczyna się interesować tą monetą, czytać i przepada w czeluściach mennictwa okresu II RP. Podobnie jak wyżej, albo tu się zatrzymuje i specjalizuje albo z czasem rozszerza lub przenosi swój obszar zainteresowań na monety starsze. 

3) inwestycja - trzecia droga, która tak naprawdę rozpowszechniła się w ostatnich latach a nawet miesiącach, kiedy ludzie zaczęli masowo traktować numizmatykę również jak typową lokatę kapitału. Monety II RP mają tę przewagę nad np. monetami Polski Królewskiej, że nie potrzeba tu aż tak dużej wiedzy numizmatycznej jak np. w przypadku denarów czy talarów. Do tego powszechne w ofertach domów aukcyjnych monety w gradingu, dodatkowo spopularyzowały "międzywojnie" jako typowa lokata kapitału. 

Monety dla każdego?

Chyba każda osoba, która zetknie się z monetami międzywojennymi, jeśli nie "zakochuje się w nich" na zabój to chociaż odczuwa do nich mocną sympatię. Są one przede wszystkim piękne artystycznie, powszechnie dostępne na rynku kolekcjonerskim oraz dostępne w bardzo dużych widełkach cenowych w zależności od stanu zachowania. Dzięki temu każdy znajdzie w nich napewno coś dla siebie. 

5 złotych 1934, Józef Piłsudski | widoczna moneta w II stanie zachowania | tak zachowany egzemplarz można kupić za 300-400 zł | Źródło: Warszawskie Centrum Numizmatyczne. 

Taką 5 groszówkę 1925 można w stanie II- można kupić już za kilkadziesiąt złotych | Źródło: Warszawskie Centrum Numizmatyczne. 

Monety międzywojenne możemy podzielić na dwie grupy - powszechnego obiegu oraz próbne. W tym wpisie skupiam się tylko na obiegówkach, ponieważ próby II RP to już "wyższa szkoła jazdy" przede wszystkim ze względu na ciężar finansowy. 

Obiegówki międzywojenne emitowano w metalach nieszlachetnych - brąz i nikiel oraz szlachetnych - srebro i złoto. Jak już wspomniałem w zależności od rocznika, odmiany i stanu zachowania, ceny mogą wahać się od kilkunastu złotych, przez kilkaset do nawet kilku tysięcy. 

1 złoty 1929, moneta w menniczym stanie z notą MS 66 | aukcja Salon Numizmatyczny Mateusz Wójcicki | Moneta sprzedana za 18 290 zł. Dla porównania egzemplarze w stanie np. II można kupić już za kilkadziesiąt złotych. 

Z reguły większość osób rozpoczyna zbieranie tych monet od tańszych i pospolitszych roczników w nieco słabszych stanach i dopiero jak zdobędą odpowiednią wiedzę, wchodzą na kolejny poziom wtajemniczenia, uzupełniając zbiór o rzadsze roczniki w lepszych stanach zachowania. Czasem jednak, choć rzadziej, ta drabinka jest pomijana i osoba zaczyna od razu z wysokiej półki, czyli zbiera tylko mennicze stany - stany obiegowe takiego zbieracza nie interesują. Są to najczęściej albo inwestorzy albo kolekcjonerzy, którzy posiadają już pewien bagaż doświadczenia, nabyty przy okazji zbierania monet innej epoki. 

Z obserwacji i doświadczenia wiem jednak i tak bym zachęcał raczej początkujących kolekcjonerów, żeby zaczynali od pospolitszych monet i dopiero z czasem wchodzili na kolejny szczebel wtajemniczenia. Raz, że trzeba mierzyć siły na zamiary a dwa to znam przypadki, że ktoś zaczynał od razu z wysokiej półki, ale tak szybko jak zaczął, równie szybko to wszystko go zwyczajnie przerosło. 

Jest też pewna grupa kolekcjonerów, którzy krótkoterminowo dysponują mniejszym zasobem finansowym, pozwalającym na zakup drobnych monet, ale w perspektywie kilku miesięcy np. są w stanie zgromadzić fundusze na jedną monetę z wyższej półki. Takich świadomych kolekcjonerów zarówno w tej jak i innych kategoriach monet jest coraz więcej. Zresztą nt. świadomego budowania kolekcji niebawem poświęcę osobny artykuł. 

Grading monet II RP

Ostatnie miesiące na polskim rynku numizmatycznym to duży napływ stricte inwestorów - poświęciłem temu tematowi osobny artykuł "Inwestorzy wkroczyli na rynek numizmatyczny". Grading monet tylko spotęgował drastyczny wzrost cen numizmatów w najlepszych stanach zachowania. Ceny wielu wzrosły drastycznie do zupełnie anormalnych kwot.


1 złoty 1924, PCGS MS64 | moneta sprzedana za 7 316 zł | Źródło Salon Numizmatyczny Mateusz Wójcicki. 

Osobiście nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem gradingu. Tak jak jestem w stanie go zaakceptować na monetach III RP czy PRL oraz z dużym bólem na II RP lub ewentualnie XIX wieku, tak w przypadku monet starszych, zupełnie go nie akceptuję (ale to inna para kaloszy). Patrząc jednak na monety II RP, bo o tym jest ten wpis, to grading moim zdaniem totalnie wywrócił proporcje cenowe zarówno w obrębie grupy II RP jak i w stosunku do innych okresów historycznych. Wiele domów aukcyjnych w opisach zastosowało dziwne chwyty typu "jedyna nota", "druga nota", "max nota", czy "jeden z X tak wysoko ocenionych". Osoba znająca branżę wie, że to trochę chwyt marketingowy. Osoba, która dopiero weszła na ten rynek jeśli widzi "jedyna nota", mimo, że to wprawdzie najwyższa nota ale dla pospolitej monety, to zwyczajnie głupieje i zaczyna licytować do dziwnych, żeby nie powiedzieć głupich kwot. W tym miejscu zalecam zatem daleko idący rozsądek. Jak powtarzam - nie sztuką jest kupić - sztuką jest potem ewentualnie sprzedać. 

W tym miejscu polecam dwa bardzo interesujące filmy Pana Damiana Marciniaka poświęcone tematowi monet II RP, które w przekrojowy sposób prezentują wszystkie monety obiegowe i okolicznościowe międzywojnia. 


Monety niekruszcowe

Monety srebrne



Autor: Piotr Kosanowski 

Jan Paweł II na srebrnych monetach kolekcjonerskich PRL

"Annuntio vobis gaudium magnum - Habemus Papam: eminenstissimum ac reverendissimum Dominum, Carolum Sanctae Romane Ecclesiae Cardinalem Wojtyla, qui sibi nomem imposuit Joannem Pauleum Secundum" – co w tłumaczeniu na język polski oznacza: Zwiastuję wam radość wielką: mamy papieża - w osobie najdostojniejszego i najczcigodniejszego Pana Karola Kardynała Świętego Kościoła Rzymskiego Wojtyły, który przybrał sobie imię: Jan Paweł II.

Tym łacińskim zwrotem 43 lata temu - w dniu 16 października 1978 r. o godzinie 18.44 kardynał Pericle Felici, z loggii Bazyliki św. Piotra ogłosił Urbi et Orbi wybór Polaka – dzisiejszego świętego Kościoła Katolickiego - na Papieża.

Wśród pasjonatów numizmatyki dużą część stanowią osoby (w tym niżej podpisany), których jedną z ulubionych gałęzi w zbiorach są monety „papieskie” tj. przedstawiające bądź wizerunek Jana Pawła II bądź też odnoszące się do wydarzeń z Jego udziałem. Dotyczy to zarówno mennictwa polskiego jak i światowego. W niniejszym wpisie chciałbym skupić się na wybranych monetach polskich emitowanych w czasach PRL. Niezależnie jednak od okresu naszego mennictwa (PRL, okres przeddenominacyjny, okres po 1995 r.) wskazać trzeba, iż     osoba Papieża jest tą postacią historyczną, która była – biorąc pod uwagę roczniki, nominały, surowiec - najczęściej prezentowaną na polskich monetach głównie kolekcjonerskich.

Po dokonaniu analizy mennictwa z okresu 1982 r. – 2021 r. pod tym kątem, stwierdzić trzeba, iż Papież pojawia się łącznie na 87 monetach (nie licząc monet szwajcarskich ze znakiem CHI o czym w dalszej części artykułu).

Uruchomiliśmy dobrowolną zbiórkę pieniędzy na portalu www.zrzutka.pl na dalszy rozwój i działalność Portalu Numizmatycznego. Jeśli uważasz, że strona jest interesująca i warto ją wesprzeć WEJDŹ TUTAJ i dowiedz się więcej.

W okresie PRL jest to reprezentacja najszersza. Wybito wówczas 48 monet na które składają się:

-  3 monety obiegowe (okolicznościowe)

- 6 monet kolekcjonerskich w srebrze;

- 16 monet kolekcjonerskich w złocie

- 17 prób niklowych,

- 1 próba w srebrze

- 5 prób w złocie.

W powyższym zestawieniu pomijam celowo, z uwagi na występujące kontrowersje, wszystkie monety „papieskie” wybijane w latach 1982 (tutaj te kontrowersje wydają się najmniejsze), 1985 i 1986 przez szwajcarską mennicę Valcambi. Faktem jest jednak, że monety te występują na rynku do dziś i do dziś cieszą się uznaniem wśród Kolekcjonerów. O monetach ze znaczkiem CHI z roku 1982 i 1986 ostatnio pisałem, krótko na profilu FB Naszego portalu: wpis można przeczytać TUTAJ

Wskażę w tym miejscu tylko, że mennica szwajcarska wybiła łącznie 44 odmiany monet z wizerunkiem papieskim. Liczba ta po zsumowaniu z oficjalnymi monetami NBP daje łącznie 92 sztuki monet związanych z Janem Pawłem II w czasie PRL. „Twórczość” mennicy Valcambi wymaga więc bez wątpienia dokładnego zbadania i rozstrzygnięcia nurtujących wiele osób kwestii. Postaramy się to uczynić w przyszłości na łamach "Kwartalnika Numizmatycznego". Czy się uda? Mamy nadzieję - trzymajcie Państwo proszę kciuki.

W okresie przeddenominacyjnym wybito 10 monet „papieskich”. Były to wyłącznie próby bite w niklu (5), złocie (4) oraz jedna sztuka w srebrze – 200 000 zł z 1991 r. z wizerunkiem Papieża na tle obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Uwagę zwraca więc fakt, że w latach 90-94 nie wybito ani jednej (nie będącej próbą) monety „papieskiej”, która byłaby monetą obiegową bądź monetą kolekcjonerską.

Okres po roku 1995 przynosi nam kolejnych 29 monet bitych zarówno w GN (2 zł), srebrze jak i złocie. Z ciekawostek wskazać trzeba kilogramową monetę o nominale 500 zł wybitą w srebrze w roku 2014 z okazji kanonizacji Jana Pawła II, czy też monetę 1000 zł (najwyższy nominał na polskim pieniądzu) wybitą w złocie z okazji beatyfikacji Jana Pawła II w 2011 r. Za ostatnie wybite monety „papieskie” ja osobiście traktuję 50 i 100 złotowe pozycje z tegorocznej emisji „Pałac Biskupi”, na których przedstawiono także wizerunek Jana Pawła II.

Jak wynika z wyżej zaprezentowanych danych, pomimo panującego w latach 80-tych w Polsce ustroju politycznego, to właśnie wówczas nastąpił rozkwit emisji monet „papieskich”.

Do najbardziej znanych monet z Janem Pawłem II z pewnością zaliczają się obiegowe monety o nominale 1000 zł (1982-1983 r.) i 10 000 zł (1987 r.), dzisiaj często traktowane – w mojej skromnej ocenie niesłusznie – jako tzw. junk silver. Monety te posiadają swoje odpowiedniki w wersjach kolekcjonerskich wybitych stemplem lustrzanym. W tym miejscu chciałbym wskazać, że o ile powszechnie przyjmuje się występowanie monety 1000 zł z 1983 r. w stemplu lustrzanym, o tyle jeżeli chodzi o taki stempel przy monecie z 1982 r. niektórzy Kolekcjonerzy kwestionują (zapewne kierując się treścią pewnego znanego Katalogu) jego istnienie. Analiza rynku kolekcjonerskiego i występujących na nim monet zarówno bez slabów jak i w slabach skłania mnie jednak ku tezie, że omawiana moneta była bita stemplem lustrzanym tak w roku 1982 jak i 1983. Czy jest to słuszna teza ? Pozostawiam do uznania Szanownych Czytelników.

1000 zł, Jan Paweł II, 1982

1000 zł, Jan Paweł II, 1983

Z monet typowo kolekcjonerskich bitych w srebrze czasy PRL przynoszą nam ponadto 5 pozycji (wszystkie) o nominale 10 000 zł. Każda z opisywanych w tekście monet została wybita w Warszawie.

Pierwszą z nich jest moneta wybita w nakładzie 15 000 sztuk stemplem lustrzanym w 1987 r. z okazji III Pielgrzymki do Polski w srebrze próby 750. Co ciekawe rewers tej monety znany jest już m.in. z monet próbnych o nominale 1000 zł z 1982 r. wybitych w srebrze i niklu. Omawiana moneta została wprowadzona do obiegu w dniu 28 maja 1987 r. (na mocy Zarządzenia Prezesa NBP z dnia 7 maja 1987, Monitor Polski Nr 15, poz. 137) Awers i rewers został zaprojektowany przez Panią Stanisławę Wątróbską - Frindt i przedstawia cytując w/w akt prawny „półpostać Papieża Jana Pawła II w mitrze z pastorałem w lewej ręce oraz umieszczonym po lewej stronie półkolem napis JAN PAWEŁ II”. Moneta posiada średnicę 35 mm i waży 19,3 grama. Na przedstawionej poniżej fotografii omawianej pozycji widzimy ciekawostkę, mianowicie moneta ta została opisana przez gradera amerykańskiego jako mająca upamiętniać wizytę Papieża w Stanach Zjednoczonych, która rzeczywiście odbyła się również w tym samym roku co wizyta w Polsce. Moim jednak zdaniem, moneta ta faktycznie stanowi upamiętnienie III pielgrzymki do Ojczyzny. Pamiętajmy, że rewers monety kolekcjonerskiej jest identyczny z rewersem monety obiegowej wybitej w tym samym roku w nakładzie 908 820 sztuk. Wydaje się, że skoro władze PRL zdecydowały się na ponowne bicie monety obiegowej z Janem Pawłem II (analogicznie jak w 1982 r.) i to właśnie w roku pielgrzymki, to moneta ta - przeznaczona dla bardzo szerokiego grona odbiorców - miała upamiętniać ważne wydarzenie w Kraju, a nie posługując się ówczesną nomenklaturą w „imperialistycznej Ameryce”.

10 000 zł, Jan Paweł II, 1987

W latach 1988-1989 wybito cztery kolejne i zarazem ostatnie srebrne monety kolekcjonerskie PRL z wizerunkiem papieskim. Nazywane przeze mnie „czworaczkami” stanowią poszukiwane i chętnie zbierane pozycje przez Kolekcjonerów. Są to: X Lat Pontyfikatu (1988 r.), tzw. „Cienki Krzyż” (1988 r.), tzw. „Gruby Krzyż”/ „Pastorał” (1989 r.) i tzw. „Kratka” (1989 r.). 


10 000 zł, Jan Paweł II, X lat pontyfikatu, 1988


10 000 zł, Jan Paweł II, cienki krzyż, 1988


10 000 zł, Jan Paweł II, gruby krzyż, 1989


10 000 zł, Jan Paweł II, kratka, 1989

Awers i rewers wszystkich opisywanych monet projektowały te same osoby: awersy Pani Stanisława Wątróbska – Frindt, zaś rewersy Pani Ewa Tyc – Karpińska. Posiadają one jednakową wagę – 31,1 gr (uncja srebra próby 999) oraz średnicę – 32 mm. Zostały wybite także w takim samym niskim nakładzie tj. po 5000 sztuk każda. Co istotne, jak podaje Pan J. Parchimowicz, monety te z uwagi na dokonywaną w końcówce lat 80-tych interpretację przepisów prawa bankowego i ustawy o NBP, która rozróżniała monety obiegowe przeznaczone do obiegu pieniężnego i monety okolicznościowe przeznaczone do obrotu kolekcjonerskiego, nie zostały nigdy formalnie wprowadzone do obiegu. Dokonana przeze mnie analiza treści ówczesnych aktów prawnych prowadzi do wniosku, iż podejście takie dotyczyło wszystkich srebrnych lustrzanek kolekcjonerskich z końcówki okresu PRL (nie tylko omawianych monet).

Opisane monety wyczerpują srebrne mennictwo kolekcjonerskie związane z Papieżem Janem Pawłem II w czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Jak wskazałem wyżej szereg monet bitych było także w niklu i złocie jako próby. Zagadnienia te jako wymagające odrębnego opracowania z pewnością zostaną przez Nas przedstawione w (niedalekiej?) przyszłości.  

Krystian Browarny vel Piwny

________________________________

Uruchomiliśmy dobrowolną zbiórkę pieniędzy na portalu www.zrzutka.pl na dalszy rozwój i działalność Portalu Numizmatycznego. Jeśli uważasz, że strona jest interesująca i warto ją wesprzeć WEJDŹ TUTAJ i dowiedz się więcej.

Destrukty i falsyfikaty z epoki - czyli ciekawe kierunki w budowaniu kolekcji

Numizmatyka to na tyle "elastyczne" hobby, które pozwala praktycznie każdemu kolekcjonerowi na budowanie zbioru według własnego, czasem unikatowego i znanego tylko samemu kolekcjonerowi klucza. Nie trzeba się kurczowo trzymać katalogów i "odhaczać" kolejnej zakupionej monety. Czasem warto wyjść poza schemat albo skorzystać z sugestii i rad innych kolekcjonerów, albo stworzyć swój własny, unikatowy klucz. 

Destrukty, falsyfikaty z epoki oraz błędy to trzy grupy monet, które od dawna cieszyły się dużym zainteresowaniem kolekcjonerów. W ostatnim jednak czasie widać wyraźny wzrost zainteresowania walorami z tych grup. Jest to spowodowane według mnie kilkoma czynnikami: 
  • chcą wyjść poza schemat zbierania według katalogu - stawiają sobie wyzwanie stworzenia zbioru nietypowego
  • chcą tworzyć swój własny, unikatowy zbiór - nie ma dwóch identycznych destruktów czy błędów literowych. Każdy w mniejszym lub większym stopniu jest inny. 
  • budzi się chęć zdobywania i poszukiwania - monety z trzech wspomnianych grup dużo rzadziej pojawiają się na aukcjach - czasem przechodzą niezauważone przez kolekcjonerów a czasem trwa o nie zacięta walka. 
  • chcą odkryć w numizmatyce to co jeszcze nieodkryte - podczas tworzenia nietypowych zbiorów, kiedy kolekcjoner patrzy na daną monetę nieco inaczej niż przeciętny zbieracz, często odkrywane są nowe, nienotowane lub bardzo rzadkie odmiany, warianty etc. 

DESTRUKTY MENNICZE

Destrukt menniczy to w ogólnym założeniu moneta wybita niezgodnie założonym projektem. W zależności od przyczyny powstania defektu możemy wyróżnić destrukty wynikające z uszkodzenia stempla, krążka menniczego oraz samego procesu bicia. 

Do kategorii destruktów powstałych w wyniku uszkodzonego stempla możemy zaliczyć przede wszystkim te wybite wykruszonym lub pękniętym stemplem. Widać to po charakterystycznych mniejszych lub większych rysach na wizerunku. To właśnie na podstawie takich rys podjąłem się ustalenia chronologii bicia w różnych tematach próbnej monety 20 zł "Monogramy". Więcej o tym można przeczytać w artykule pt: "Próba 20 zł Monogram II RP - chronologia bicia". 

Destrukty powstałe w wyniku defektu krążka menniczego to przede wszystkim takie, które wybito na docelowym krążku, ale z pewnymi ubytkami, lub ciałem obcym. Również takie, gdzie krążek został nieodpowiednio przygotowany. Do tej kategorii zalicza się również destrukty wybite np. na krążkach innej średnicy czy innego materiału. 

Ostatnią kategorią wśród destruktów menniczych są błędy podczas samego procesu bicia. Są to np. przesunięcia wizerunku względem samego krążka, przesunięcie awersu względem osi rewersu, zbyt mały lub duży nacisk prasy czy podwójne uderzenie. 


Dwa efektowne destrukty z widocznym większym i mniejszym przesunięciem wizerunku na krążku. Tego typu błędy są bardzo poszukiwane przez rynek. Źródło: Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak / Warszawskie Centrum Numizmatyczne. 

FALSYFIKATY Z EPOKI

Fałszerstwa monet generalnie można podzielić na dwie kategorie: te na szkodę emitenta i na szkodę rynku kolekcjonerskiego. My zajmiemy się tutaj tymi pierwszymi, które są porządne i poszukiwane przez współczesny rynek. Samo fałszowanie monet jest tak samo stare jak sama moneta. Z definicji fałszerstwa na szkodę emitenta powstawały nielegalnie w okresie obiegu danej monety i były nielegalnie wprowadzane do obiegu celem osiągnięcia zysku poprzez zamianę ich np. na monety oryginalne lub jakieś przedmioty. Były to najczęściej kopie wykonywane z metali nieszlachetnych lub z metalu szlachetnego ale o dużo bardziej zaniżonej próbie aniżeli oryginały. W jednym z artykułów szczegółowo opisałem ciekawe fałszerstwo z epoki monety 2 złote "Polonia" z roku 1932


Grosz 1607, Zygmunt III Waza, falsyfikat z epoki

Dziś na rynku kolekcjonerskim wiele falsyfikatów z epoki jest dużo trudniej dostępnych od oryginałów, osiągając niejednokrotnie wyższe od nich ceny. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta. Otóż w epoce, w której był wykonywane w momencie kiedy zostały zdemaskowane nikt nie myślał o ich "kolekcjonowaniu" tylko od razu był wyławiane z obiegu i niszczone. Dlatego też do naszych czasów zachowało się ich stosunkowo niewiele. Poniżej prezentuję kilka wybranych. 


2 złote Żniwiarka 1925, falsyfikat z epoki


BŁĘDY I PRZEBITKI

Zagadnieniu błędów i przebitek poświęciłem niedawno osobny artykuł CZYTAJ TUTAJ, więc tu tylko zasygnalizuję. Ze względu na sposób przygotowywania stempli w okresie Polski Królewskiej, gdzie poszczególne znaki i litery były osobno nabijane, różnego rodzaju błędy czy próba naprawienia błędu i nabijanie litery na literę nie są rzadkością. Generalnie błędy w postaci literówek i przebitek to domena drobnych nominałów, ale zdarzają się i na monetach grubszych - jest to jednak dużo rzadsze zjawisko. Wynika to po prostu z tego, że przy masowej produkcji drobnego nominału ilość stempli musiała być i odpowiednio duża co statystycznie zwiększało liczbę błędów. 


Bardzo ciekawa i stosunkowo rzadka przebitka na szóstaku krakowskim 1623-27 - na słowie SIGIS nabite zostało słowo GROSS. 

Za błąd nie uważam z kolei np. dłuższej lub krótszej nazwy tzn. generalnie imię Zygmunta III Wazy zapisywane było SIGIS, ale zdarzają się te same monety z pełnym zapisem SIGISMVN - coś takiego traktujmy w kategoriach wariantu czy odmiany. Poniżej kilka wybranych przykładów najczęstszych i najciekawszych błędów i przebitek. 


Do kategorii błędów można zaliczyć również np. przypadek orta bydgoskiego z 1621 roku, kiedy to rytownik zamiast herbu rodowego króla Snopek, dał centralnie kropkę. 

Absolutnie fenomenalny szóstak z 1627 roku z błędnym nominałem. Zamiast VI na wizerunku znalazło się IV. Prawidłowy egzemplarz można kupić za kilkadziesiąt złotych. Ten prezentowany powyżej z błędnym nominałem został sprzedany podczas majowej aukcji WCN za 3 800 zł. 

Jak widać po powyższych przykładach, numizmatyka daje ogromne możliwości kreatywnego tworzenia zbioru numizmatycznego. Oczywiście można się trzymać katalogów, można obrać któryś z powyższych kluczy, ale również dobrze można stworzyć swój własny unikalny system wg którego będziemy budowali kolekcję. Najważniejsze, żeby przynosiło to radość i satysfakcję zbierającemu. 

Piotr Kosanowski


E(S)ki, eSki, eSki – czyli typy monet 100 000 zł „Solidarność 1980-1990”

Jedną z ulubionych monet dużej części Kolekcjonerów okresu przeddenominacyjnego w polskiej numizmatyce jest bez wątpienia moneta o nominale 100 000 zł Solidarność wybita w roku 1990 w amerykańskiej mennicy Solidarity Mint w Los Angeles w Californii z okazji dziesięciolecia Ruchu Solidarność. Moneta ta budzi – podobnie jak Tryptyk – spore kontrowersje w naszym środowisku.

Uchylając rąbka tajemnicy możemy napisać, że opracowanie mające za przedmiot udzielenie odpowiedzi na pytanie jak jest faktycznie z tymi „eSkami” zostanie opublikowane w jednym z numerów „Kwartalnika Numizmatycznego”. Dzisiaj chciałbym, odpowiadając na często kierowane zapytania wskazać, szczególnie osobom zaczynającym przygodę z tymi monetami, w jaki sposób rozróżnić tzw. typy Solidarności.

Typ A (podstawowy) - jest najczęściej spotykany w obrocie. Na rewersie (pod datą 1990) znajduje się litera L, awers charakteryzuje się istniejącym odstępem pomiędzy „zł” a nominałem „100 000”.

TYP A monety 100 000 zł Solidarność. Źródło Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Typ B (rzadszy) -  na rewersie brak jest litery L pod datą „1990”, z kolei na awersie nie ma odstępu pomiędzy „zł” a nominałem „100 000”. Typy B w naszej ocenie charakteryzują się też specyficznym "matowym” tłem.


TYP B monety 100 000 zł Solidarność. Źródło Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Typ C (znacznie rzadszy) – zawiera na rewersie literę L pod datą „1990”, zaś na awersie nie ma odstępu pomiędzy „zł” a nominałem „100 000”. W skrócie jest to hybryda typu A (rewers) i typu B (awers).


TYP C monety 100 000 zł Solidarność. Źródło Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Powszechnie przyjęło się, iż wśród eSek wyróżniamy także typ D (wyjątkowo rzadki). Przy czym w mojej ocenie jest to nieobiegowa „próba” (bez napisu). Cechą charakterystyczną typu D jest to, że występuje on jako lustrzanka. Na rewersie zauważalny jest przede wszystkim odmienny kształt litery „S” w napisie „Solidarność” – górna część litery skierowana jest znacznie ku górze monety. Ponadto układ „barw” na widniejącej fladze jest odwrócony.

TYP D monety 100 000 zł Solidarność. Źródło Warszawskie Centrum Numizmatyczne

Opisując odmiany monety Solidarność nie sposób przemilczeć monety kolekcjonerskiej wybitej stemplem lustrzanym w Mennicy Państwowej w Warszawie. Moneta ta pomimo, że posiada taką samą wagę jak opisane wcześniej odmiany tj. 31,1 gr Ag 999 to jednak ma inną średnicę – 32 mm (o odróżnieniu od typów „amerykańskich” – 39 mm). Stąd też powszechnie uzyskała sympatyczne miano „małej-grubej”


100 000 zł Solidarność / Warszawa. Źródło Dom aukcyjny Numimarket

Poza tymi wyżej opisanymi typami, „Solidarność” została wybita również w wersjach złotych oraz kilku nominałach i wariantach próbnych. O tym wszystkim napiszemy już więcej w jednym z numerów Kwartalnika Numizmatycznego.  

Autor: Krystian Browarny vel. Piwny