Pokój w Sztumskiej Wsi - 1635

W trzecim odcinku z cyklu "Historia medalem pisana", pozostajemy przy medalu Władysława IV Wazy i gdańskiej szkole medalierskiej. Tym razem nie będzie to medal ślubny a tzw. pokojowy, który na przestrzeni wieków był wiązany z różnymi wydarzeniami, ale ostatecznie najpewniej bity dla upamiętnienia polsko-szwedzkiego porozumienia podpisanego w podmalborskiej miejscowości Sztumska Wieś. 

Aby zrozumieć dokładniej sens podpisanego w 1635 roku pokoju w Sztumskiej Wsi musimy cofnąć się tak naprawdę do czasów Zygmunta II Augusta. Wbrew pozorom za panowania Wazów w Polsce (mimo, że była to dynastia szwedzka), relacje polsko-szwedzkie do łatwych nie należały. Pierwotnym zarzewiem konfliktu ze Szwecją była walka Litwy (która została włączona w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów) o Inflanty. Kulminacja sporu miała miejsce już za panowania Zygmunta III Wazy. i przypadała na lata 1621-1626, kiedy to rozpoczęły się walki na północnych terenach Rzeczypospolitej a nawet bliżej centrum kraju. Była to próba zmuszenia Zygmunta do zrzeczenia się tytułu króla Szwecji. 

Szwedzi działali bardzo szybko. Po miesiącu walk opanowali wiele nadmorskich miast polskich m.in Frombork, Gniew, Elbląg, Malbork czy Braniewo. W roku 1626 wojska polskie stoczyły ze Szwedami przegraną bitwę pod Gniewem. Dalsze walki to raz zwycięstwa raz porażki obydwu stron. Obydwie strony po latach konfliktu były wyraźnie zmęczone. Ostatecznie 26 września 1629 roku w Altmarku podpisano rozejm, ale niestety niekorzystny dla strony polskiej. Niektóre porty takie jak Kłajpeda czy Elbląg oraz twierdze o znaczeniu militarnym jak Malbork czy Sztum, przeszły we władanie Szwedów. Rozejm został podpisany na okres 6 lat. 

W 1635 roku kończył się ustalony 6-letni rozejm. Polska i Szwecja były jednak na zupełnie innych pozycjach w stosunku do roku 1629. Szwecja była pozbawiona silnego przywódcy - rządy sprawował w imieniu 6-letniej wówczas Krystyny kanclerz Axel Ostenstiern. 

Rozejm w Sztumskiej Wsi

Rozejm w podmalborskiej Sztumskiej wsi przedłużał o kolejne 26 lat (do roku 1661) rozejm w Altmarku i zmieniał jego postanowienia. Porozumienie podpisano 12 września 1635 roku. Rokowania rozpoczęto w Pasłęku, gdzie trwały od stycznia do połowy lutego, po czym w maju rozpoczęto je ponownie w Sztumskiej Wsi. Rozejm podpisany został już za Panowania Władysława IV Wazy, który na tronie zastąpił Zygmunta III Wazę. Sfinalizowanie rokowań nastąpiło wbrew woli Władysława IV. Układ został zaaprobowany przez Sejm zebrany 21 listopada tego roku. 


Rokowania polsko-szwedzkie w Sztumskiej Wsi we wrześniu 1635 roku, Autor: Aleksander Rycerski (1825-1866) według Tomasza Dolabelli (ok. 1570-1650), Zbioru Muzeum Narodowego w Kielcach. 

Najważniejsze postanowienia rozejmu:

  • Szwedzi zatrzymywali Inflanty na północ od Dźwiny oraz Rygę, gwarantując jednocześnie swobodę kultu zamieszkującym te tereny katolikom.
  • Polska otrzymała z powrotem porty Tolkmicko, Elbląg, Braniewo, Piławę i Kłajpedę.
  • Szwedzi zrezygnowali z prawa do cła (na 2 lata otrzymał je Władysław IV Waza).
  • Polacy zatrzymywali tereny na południe od Dźwiny, tj. Kurlandię, Semigalię, Powiat piltyński oraz Inflanty polskie.
  • Szwedzi obiecali zwrócić statki polskiej floty.
  • Król Polski Władysław IV zawieszał na okres rozejmu swoje pretensje do szwedzkiej korony (czyli do momentu, w którym miał osiągnąć wiek 66 lat).
  • Wielkie Księstwo Litewskie miało mieć pełną swobodę w handlu na Dźwinie.

Rozejm został zerwany w 1655 przez stronę szwedzką. Wznowioną wojnę zakończył pokój oliwski, zawarty na rok przed teoretycznym upływem rozejmu.

________________________________________

Jeżeli uważasz powyższy artykuł za ciekawy i przydatny i chciałbyś aby na Portalu Numizmatycznym ukazywało się więcej tego typu materiałów to wesprzyj jego działalność i rozwój drobną wpłatą na zorganizowanej zbiórce. 
WEJDŹ TUTAJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ. 


_____________________________________________

Medal

Po tym historycznym wstępie przechodzimy do opisu samego medalu. Dzieło to wyszło spod dłuta Sebastiana Dadlera oraz Jana Hohna starszego. Na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci autorzy opracowań medalierskich nie wiązali początkowo emisji tego medalu z rozejmem w Sztumskiej Wsi. Jedni wiązali do z pokojem oliwskim, inni westfalskim. Dziś jednak większość autorów opracowań wiąże go właśnie z rokiem 1635. Jednak wg niektórych opracowań medal powstał kilka lat później - w roku 1642, ale upamiętniał wcześniejsze wydarzenie. 

Medal ten występuje jednak w kilku odmianach i niewykluczone, że bity był również w późniejszych latach po 1657 roku po śmierci Dadlera o czym mogą świadczyć sygnatury, bowiem wczesne medale sygnowane są inicjałami obydwu artystów, późniejsze zaś już tylko  literami IH. 


Medal z wczesnego bicia - widoczne sygnatury obydwu artystów. Źródło: Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka. 

Niezależnie jednak od kwestii samej chronologii i czasu bicia medalu, jego przesłanie i wymowa jest taka sama. Jest to medal pokojowy, upamiętniający zawarcie rozejmu. Źródłem inspiracji artystów przy pracy nad tym medalem był najpewniej werset psalmu Ps 85 "Miłosierdzie i prawda spotykają się z sobą, sprawiedliwości pokój ucałują się". 


Awers: Spotkanie uosobień Miłosierdzi i Prawdy na tle panoramy Gdańska. Postać z lewej trzyma gałązkę oliwną, druga natomiast berło zwieńczone słońcem. Powyżej tetragram w promieniach słońca z hebrajskim zapisem imienia JEHOWA. W otoku napis: FELIX TERRA FIDES PIETATI UBI IUNCTA TRIUMPHAT (Szczęśliwa ziemia, gdzie złączona wiara z pobożnością zwycięża. 


Rewers: Kobiece personifikacje Sprawiedliwości i Pokoju. Jedno z uosobień w koronie z aureola z gwiazd i mieczem owiniętym wstęgą w prawej dłoni. Druga postać trzyma kaduceusz z gałązką palmową, kwiatami i kłosami. Obie postaci złączone w pocałunku. Pomiędzy nimi u stóp tablice nawiązujące do Dekalogu z inskrypcją: DEO PROXI (m)O (Bogu i bliźnim). W otoku napis: PAX CUM IUSTITIA FORA TEMPLA ET RURA CORNAT (Pokój ze sprawiedliwością wieńczą miasta, świątynie i wioski). 



Polska kontrmarka patriotyczna na holenderskiej monecie

Przygotowując materiał do artykułu nt. kontrmarek na monetach z czasów polski królewskiej, zupełnym przypadkiem natrafiłem w archiwum GNDM na numizmatyczną ciekawostkę z okresu PRL - holenderską monetę 2,5 guldenową kontrasygnowaną orłem polskim. Czy zatem na terenie Polski w okresie PRL postanowiono wprowadzić obcą walutę, jak to miało miejsce przed wiekami? 

Historia tej emisji była zgoła inna. Kontrmarka na wspomnianej monecie holdenderskiej była inicjatywą mieszkańców tego kraju i tam też emisja ta została zrealizowana. Miało to związek z akcją "Holenderska pomoc dla Polaków", której celem była pomoc humanitarna dla mieszkańców naszego kraju po ogłoszeniu stanu wojennego. Był to zatem rodzaj i forma manifestu politycznego Holendrów. 

Kontrmarka (kontrasygnatura) - jest to znak wybity na powierzchni monety, nie będący częścią oficjalnego wizerunku i rysunku monety. Znak nabijany na gotowej monecie - najczęściej obcej, celem zalegalizowania jest w obiegu w innym niż pierwotnie była emitowana kraju. Ponadto kontrmarka służyła również jako element manifestacji sprzeciwu i walki politycznej z oficjalnym ustrojem. 

Jako pierwszy w Polsce opisał to Pan Janusz Kurpiewski w Biuletynie Numizmatycznym. On z kolei został poinformowany o takiej inicjatywie przez mieszkającego w Amsterdamie polskiego numizmatyka - Pana Zbigniewa Kuźmę. 


Źródło zdjęcia: Gabinet Numizmatyczny Damian Marciniak

Jak to wyglądało w praktyce? Otóż postanowiono, że na wycofanych z obiegu monetach o nominale 2,5 guldena, będzie nabijany stempel wizerunek orła polskiego. Emisja została ograniczona do 1 000 sztuk. Przebijanie miało odbywać się w obecności notariusza. Żeby zdobyć taką pamiątkę, należało wesprzeć akcję pomocy Polakom kwotą 10 guldenów i w zamian otrzymywało się taką właśnie pamiątkę, która dziś stanowi bardzo ciekawe numizmatyczne polonicum. 

Historycznie w Polsce kontrmarki na monetach zastosowano m.in. za panowania Zygmunta II Augusta w Wilnie, "przebijając" hiszpańskie i neapolitańskie monety pół i jednotalarowe. Następnie podobną praktykę stosowano na srebrnych i złotych monetach w czasie oblężenia Gdańska w 1577 roku. 

Zygmunt II August, Półtalar (sumy neaopolitańskie)1564. Wilno lub Tykocin

Zygmunt II August, Półtalar (sumy neaopolitańskie)1564. Wilno lub Tykocin (Źródło zdjęcia: Antykwariat Numizmatyczny Michał Niemczyk)


Czworak - krótka emisja o dużym znaczeniu

Czworak, podobnie jak kilka dni temu opisywana trzykrucierzówka, nie gościł w polskim systemie monetarnym zbyt długo.  Mimo krótkiej "kariery" za panowania dwóch królów - Zygmunta II Augusta i Stanisława Augusta Poniatowskiego, nominał ten był dość ważny w ówczesnych systemach monetarnych. 

Czterogroszówka została wprowadzona do obiegu w Rzeczypospolitej przez króla Zygmunta II Augusta w ramach działań zmierzających do unifikacji systemu monetarnego na terenach Jagiellonów. Miejscem wybicia była mennica wileńska. Nominał ten, obok dwojaka (dwugroszówka) pozwalał na swobodne posługiwanie się monetami zarówno polskimi jak i litewskimi. 

Moneta bita była zaledwie przez 5 lat, od 1565 do 1569 roku. Stanowiła ona odpowiednik 5 groszy polskich koronnych a wspomniany wyżej dwojak stanowił równowartość czterech półgroszy litewskich albo pięciu koronnych. Dzięki takim przelicznikom dość łatwo można było prowadzić handel na terenie całej Rzeczypospolitej. 

Do produkcji czworaka używano srebra wysokiej próby, bo aż 875. Jego waga wynosiła ok 4,29 g. Poza rodzimym rynkiem, moneta ta zdobyła popularność poza granicami. Naśladownictwa czworaka powstawały m.in w księstwie cieszyńskim za panowania Wacława III Adama (1540-79). Masowo monetę wywożono do Niderlandów. 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ TEN POWIĄZANY ARTYKUŁ: 
Trzykrucierzówka to dość "egzotyczna" ale jednocześnie ciekawa moneta w polskim systemie monetarnym. Jej krótka emisja w latach 1615-18 jakoś specjalnie nie zrewolucjonizowała polskiego pieniądza. Na rodzimym rynku się nie przyjęła i po 4 latach zaniechano jej dalszej emisji. CZYTAJ TUTAJ.

Emisja monety zakończyła się w roku 1569, najpewniej w wyniku zawarcia unii lubelskiej (unii polsko-litewskiej). Dziś jest to nominał rzadki i poszukiwany na rynku numizmatycznym. Egzemplarz w słabszym stanie kosztuje kilkaset złotych. Ceny najlepszych stanów dochodzą do kilku tysięcy. 

Źródło: Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka

Zygmuntowski czworak wykonywany był wg jednego ustalonego wzoru. Na awersie centralnie umieszczone popiersie władcy z charakterystyczną rozdwojoną spiczasta brodą (w Europie i Niemczech moneta ta w tłumaczeniu na polski nazywana była "szpicbródką"). Po otoku można odczytać napis: SIGIS AVG D G REX PO MAG DVX L. Na rewersie z kolei centralnie dwa herby Litwy - Pogoń oraz Słupy Giedymina. Nad nimi mitra wielkoksiążęca. Pod herbami nominał napisany cyframi rzymskimi IIII. Po otoku napis MONETA MAGNI DVCAT LIT oraz rok emisji. 

Drugie życie w polskim systemie monetarnym dał czworakowi po 1766 roku ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Moneta ta była jedną z wielokrotności wprowadzonego po reformie monetarnej grosza srebrnego. Monetę bito najpierw z 5,4 grama srebra próby 542, a po reformie z 1787 r., – z 5,38 grama srebra próby 521. 

Potocznie na czterogroszówki mówiono "złotówki" i tak do dziś często są opisywane w katalogach numizmatycznych. Ustawowo i formalnie moneta nosiła nazwę 4 grosze. Emisja monety zakończyła się w roku 1795

Źródło: Gabinet Numizmatyczny Damiana Marciniaka


Mennica Państwowa okresu II RP - podróż sentymentalna

Czasami trzeba odetchnąć od odmian, wariantów, typów czy w końcu fałszerstw. Dziś zabieram Was w podróż sentymentalną do Mennicy Państwowej okresu II RP. Narodowe Archiwum Cyfrowe dysponuje dysponuje ciekawą bazą fotograficzną dokumentującą pracę i działalność odrodzonej Mennicy Państwowej w międzywojniu. Teraz trzymając w ręku "Nike" czy "Marszałka" z okresu II RP, proszę sobie pomyśleć, że być może to właśnie tę monetę, która teraz jest w Waszej kolekcji, jedna z osób na zdjęciu tłoczyła lub sortowała a być może i znajdowała się w stosie monet ze zdjęć. 


Budynek Mennicy przy ulicy Markowskiej 18 w Warszawie


Wejście do Mennicy przy ulicy Markowskiej 18 w Warszawie


Wizyta prezydenta Wojciechowskiego w Mennicy


Maszyna redukcyjna



Skarbiec






Praca przy maszynach



Sortowanie monet



Wycinanie krążków


Jeżeli uważasz powyższy artykuł za ciekawy i przydatny i chciałbyś aby na Portalu Numizmatycznym ukazywało się więcej tego typu materiałów to wesprzyj jego działalność i rozwój drobną wpłatą na zorganizowanej zbiórce. 
WEJDŹ TUTAJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ. 


Fałszerstwo w slabie NGC

Fałszerstwa monet od dawien dawna były i są zmorą zarówno kupujących jak i sprzedających. Obecnie coraz lepsze technologie fałszowania monet powodują, że nie tylko kolekcjonerzy mają problem, ale również największe domy aukcyjne. Dotyczy to wszystkich - rozmawiałem z przedstawicielami kilku największych i renomowanych antykwariatów polskich i wszyscy zgodnie przyznawali, że są falsyfikaty z którymi oni nawet mają problem.
Z podróbkami bowiem jest trochę jak z zabawą w kotka i myszkę - numizmatycy szkolą się w rozpoznawaniu falsów, a fałszerze doskonalą swój warsztat. "Zabawa trwa więc w najlepsze".

Ten dzisiejszy wpis miał tak naprawdę nie powstać, ale w przypływie chwili stwierdziłem, że muszę o tym napisać kilka zdań przede wszystkim dlatego, żeby pokazać profesjonalne podejście do tematu przez WCN. Bezpośrednim impulsem do tego, że teraz "stukam w klawiaturę" był wpis użytkownika "whocares" na forum numizmatycznym www.monetyforum.pl (forum numizmatyczne, które polecam) o następującej treści:

SZACUNEK dla WCN, za to, że:
- wycofali monetę
- przyznali się do błędu
- transparentnie wszystko opisali - z korzyścią i ku nauce dla innych.

Niejeden forumowicz opisywał swoje perypetie z innymi firmami numizmatycznymi, które długo szły w zaparte przy falsach. 

Podpisuję się pod tym wpisem dwoma rękami, bez dwóch zdań, ale zacznijmy od początku o co tak naprawdę chodzi w całej tej sytuacji.

Poniżej opisany falsyfikat jest tak doskonale wykonany, że ja osobiście nie podjąłbym się oceny jego autentyczności. Gdybym dostał go w ręce i to jeszcze w slabie NGC bez mrugnięcia okiem powiedziałbym, że jest to bardzo ładny oryginalny egzemplarz.

Falsyfikat w slabie NGC
Ta sytuacja pokazuje, że nawet slab remonowanej firmy gradingowej nie daje nam 100% gwarancji co do autentyczności monety. Nie potępiam tutaj jednak NGC, ponieważ na tyle tysięcy monet, które przez nich przechodzą, nawet najwybitniejszemu numizmatykowi taka sytuacja mogła się przydarzyć.


Zrzut z ekranu firmy NGC z informacją o ogradowanej monecie. To ten sam egzemplarz,
który został wycofany z aukcji WCN. 

Moneta 200 zł z Janem Pawłem II, będąca tematem tego wpisu została ogradowana, dostała notę MS 66 i trafiła do katalogu nadchodzącej aukcji Warszawskiego Centrum Numizmatycznego. Kilka dni temu w internecie pojawiła się informacja o wycofaniu pozycji z adnotacją, że jest to falsyfikat i moneta odlana. LINK DO AUKCJI.

Dla porównania oryginał i falsyfikat wycofany z aukcji - teraz kiedy wiemy, że jest to fals to "możemy się bawić" w porównywanie. Gdyby nikt nie zdemaskował tego fałszerstwa myślę, że byłoby nam trudno zorganizować taką zabawę, bo obydwa egzemplarze są łudząco podobne do siebie.

Warszawskie Centrum Numizmatyczne zachowało się w sposób jak najbardziej profesjonalny, bowiem wycofało od razu monetę z aukcji. Zapewne nie jeden sprzedający pewny swego, że slab NGC daje mu gwarancję autentyczności, tak by nie postąpił, tylko szedł w zaparte i sprzedał jeśli nie klientowi X to znalazłby klienta Y czy Z.  

Swoją drogą jestem bardzo ciekawy w jaki sposób WCN doszedł do tego, że to fals. Poproszę ich na spokojnie o komentarz w tej sprawie, bo to będzie również lekcja dla Nas wszystkich. Jakby się to nie stało, cała sprawa zakończyła się jak widać pomyślnie - kolejny falsyfikat został wyłapany i nie trafił do obiegu kolekcjonerskiego. Dla Nas wszystkich niech to będzie również nauka (zarówno dla sprzedających jak i kupujących) - jeśli są nawet minimalne wątpliwości co do autentyczności jakiejś monety czy medalu, to lepiej albo doradzić się i skonsultować temat z innymi osobami a w przypadku dalszych wątpliwości odpuścić kupno bądź sprzedaż. 


Informacja o wycofaniu pozycji z aukcji. 

PS. w najbliższych miesiącach poświęcę bardzo dużo miejsca na FB i Portalu Numizmatycznym tematowi fałszerstw, bo jest to bardzo ważne zagadnienie dla każdego chyba kolekcjonera. Wiele domów aukcyjnych pozytywnie odpowiedziało i cały czas odpowiada na moje prośy dot. pomocy i współpracy w zakresie falsów. Przygotowywanie artykułów nt. temat jest również doskonałą szkołą i lekcją dla mnie w podnoszeniu swoich kompetencji właśnie w rozpoznawaniu falsów.

__________________________________________

Jeżeli uważasz powyższy artykuł za ciekawy i przydatny i chciałbyś aby na Portalu Numizmatycznym ukazywało się więcej tego typu materiałów to wesprzyj jego działalność i rozwój drobną wpłatą na zorganizowanej zbiórce. 
WEJDŹ TUTAJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ. 

_____________________________________________________

2 zł 1932 fałszerstwo z epoki na szkodę emitenta

Z rozpoznawaniem falsyfikatów jest trochę jak z nauką języka obcego - język nieustanie trzeba szlifować żeby nie wypaść z formy, tak samo biegłość w rozpoznawaniu falsyfikatów wymaga ciągłego porównywania, analizowania i sprawdzania. Z czasem zaczyna się robić trochę jak z jazdą na rowerze - pewne charakterystyczne cechy danej monety zapamiętujemy i jesteśmy w stanie to odnieść i porównać oryginał z potencjalnym falsem. 

Samo fałszowanie monet jest tak samo stare jak historia mennictwa. Wydawać by się mogło, że na przestrzeni wieków fałszowane były tylko najdroższe monety. Wykonanie matryc, oprzyrządowania i przeprowadzenie całego procesu produkcyjnego dla drobnych nominałów teoretycznie byłoby nierentowne. Jest to oczywiście prawda, ale połowicza. Gro fałszerstw dotyczy również a może przede wszystkim drobnych nominałów, które w swojej masie i ilości niejednokrotnie są dużo bardziej "rentowne" dla fałszerza aniżeli pojedyncze fałszywki drogich monet. Poza tym przy drobniejszych monetach z obiegu rzadko kiedy zwracamy uwagę na wizerunek, natomiast w przypadku emisji kolekcjonerskich - szczególnie rzadkich numizmatów - z reguły dokładniej ogląda się numizmat i falsyfikat musi być naprawdę perfekcyjnie wykonany, aby potencjalny i obeznany w temacie kupujący wziął fałszywkę za oryginał. 


Oryginalny egzemplarz 2 złotówki. Widoczne typowe ślady obiegu - moneta oceniona na stan II. Zdjęcie pochodzi z archiwum Warszawskiego Centrum Numizmatycznego. 

W tym miejscu trzeba rozgraniczyć jeszcze dwie kwestie - fałszerstwa na szkodę kolekcjonera i tu faktycznie fałszuje się z reguły droższe i jednostkowe egzemplarze (w danej epoce lub później) oraz fałszerstwa na szkodę emitenta. Te dotyczą z reguły drobniejszych nominałów i wykonywane były w danej epoce celem osiągniecia z zysku z wprowadzenia monet do obiegu. Tytułowa 2 złotówka to właśnie typowe fałszerstwo, które zaliczamy do tej drugiej kategorii. 

Przy identyfikacji numizmatu w pierwszej kolejności zwraca się uwagę na parametry techniczne monety - masa, średnica, oraz na ogólny wygląd - ostrość wizerunku, jakoś tła czy kształt liter. Poza tymi ogólnymi cechami każdy nominał ma jakieś swoje cechy szczególne, na które zwraca się uwagę przy bliższej identyfikacji monety. 


Falsyfikat z epoki. Moneta dobrze wykonana jak na fals II RP. Moneta oceniona na stan około II. Zdjęcie pochodzi z zasobów Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka.

Z ręką na sercu mogę przyznać, że sam kilkukrotnie padłem ofiarą fałszerstwa - kupowałem monetę po czym po jakimś czasie okazało się, że w moje kolekcji zamiast oryginałów są bardzo dobrej jakości falsyfikaty z epoki. Specjalnie się jakoś nie zmartwiłem, bo taki fals to doskonały "materiał badawczy". Poza tym falsyfikaty z epoki mają swoje grono miłośników wśród kolekcjonerów i czasem fals z epoki jest w kolekcji traktowany na równi, albo nawet wyżej od oryginału. 

Jestem w trakcie przygotowywania opracowania, będącego zestawieniem najciekawszych falsyfikatów monet II RP. Opracowanie w wersji bezpłatnej PDF do pobrania zostanie udostępnione na Portalu Numizmatycznym. Jeśli posiadasz zdjęcie ciekawego falsa z tego okresu daj znać na maila: portalnumizmatyczny@gmail.com. Im więcej zidentyfikowanych falsów, tym lepiej będziemy w stanie je rozpoznawać i lepsze będzie opracowanie dla uczących się identyfikacji. 

Przejdźmy zatem do tytułowej 2 złotówki. Prezentowany egzemplarz pochodzi z nadchodzącej wiosennej aukcji Gabinetu Numizmatycznego Damiana Marciniaka, która odbędzie się w czerwcu 2021 roku. Link do omawianej monety znajduje się TUTAJ

Skąd wiadomo że to falsyfikat? 

Moneta jest dobrze wykonana. Przede wszystkim widać dobrze wykonany rant (przynajmniej na zdjęciu w tym ujęciu). Ale już nawet dla średnio wprawnego kolekcjonera zajmującego się II RP w pierwszej kolejności rzucają się w oczy dwa elementy: brak ostrości w wizerunku oraz "chropowate" tło na awersie monety. Tak naprawdę już te dwa elementy w bardzo dużą dozą prawdopodobieństwa wskazują, że mamy do czynienia z falsem. Proszę spojrzeć na zdjęcia poniżej - po lewej oryginał, po prawej falsyfikat. 


Brak ostrości w wizerunku - bardzo dobrze jest to widoczne na twarzy kobiety oraz kłosach zboża 
i wstążce na rewersie monety. 

Tło na oryginale jest, poza śladami obiegu, gładkie bez nierówności. Tło na falsyfikacie ma charakterystyczną i nienaturalną dla tłoczonego egzemplarza strukturę.

Przejdźmy teraz do porównania konkretnych elementów z wizerunku. Litery mają różną budowę, ogon orła różni się, pióra na skrzydłach orła mają inne zakończenia i w końcu data i znak mennicy - cyfra 9 nienaturalnie powiększona oraz nieczytelny znak mennicy. Te i powyższe cechy nawet z nawiązką w 100% potwierdzają nam, że mamy do czynienia z niezłym falsyfikatem z epoki, który być może również ma swoją historię. Patrząc na jego wizerunek i wytarcia moneta napewno przez pewien czas była w powszechnym obiegu i z pewnością wiele osób płacąc nim nawet nie przypuszczała, ze trzyma w ręku nie oryginał, ale falsyfikat. 

Zupełnie różna budowa liter. Na oryginale ostro odcinane od tła, na falsyfikacie mówi się, ze takie litery "płyną" - są bardzo plastyczne. L i S oraz K i A na oryginalne stykają się, na falsie oddzielnie. Zupełnie różny krój litery O oraz S na obydwu monetach. 

Zakończenia skrzydeł orła podobnie jak z literami - na oryginalne ostre, wyraźnie odcięte od tła.
Na falsyfikacie zaoblone - "płyną". 

Ogon oryginał vs. falsyfikat - zupełnie inna budowa. Cyfra 9 na falsie nienaturalnie większa od pozostałych. Znak Kościesza pod łapą orła nieczytelny, zalany. 

Jak się ustrzec przed fałszerstwem

Porównywać, patrzeć, i pytać - 3 x P. Nie ma jednej recepty na to aby ustrzec się od tego procederu. Trzeba opatrzeć się z oryginalnymi monetami - człowiek zapamiętuje najważniejsze cechy i styl rysunku. Czasem fałszerstwa są tak dobre, że wybitni znawcy mają problem z rozpoznaniem oryginału i falsyfikatu wiec naprawdę proszę się nie zrażać na początku. 

Jeśli już natrafimy na falsa czy to w realu czy w sieci warto robić sobie porównanie ze 100% oryginalnym egzemplarzem tej samej monety. Po jakimś czasie stworzymy na własne potrzeby fajny zbiór, który będzie nam niezwykle pomocny przy dalszej ocenie kolejnych egzemplarzy. 

______________________________


Jeżeli uważasz powyższy artykuł za ciekawy i przydatny i chciałbyś aby na Portalu Numizmatycznym ukazywało się więcej tego typu materiałów to wesprzyj jego działalność i rozwój drobną wpłatą na zorganizowanej zbiórce. WEJDŹ TUTAJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ. 


_____________________________

Było trochę treści do poczytania, teraz zapraszam do obejrzenia doskonałego wykładu Pana Damiana Marciniaka - przekrojowy blisko godzinny wykład nt. najróżniejszych fałszerstw.