Polecane posty

PAPIER DO PRODUKCJI NAJWYŻSZYCH NOMINAŁÓW BANKNOTÓW OKRESU INSUREKCJI KOŚCIUSZKOWSKIEJ 1794 r.

Dziś mój kolejny artykuł „Insurekcyjny”, wiadomo to mój konik i pasja :) ... ale przejdźmy od razu do rzeczy, a mianowicie w katalogu Czesława Miłczaka ‘Banknoty Polskie i Wzory” (wyd. 2012) przy banknocie 100zł 1794 mamy informacje, że nominał ten wraz z nominałami 500zł i 1000zł 1794 był drukowany na papierze grubszym, o większej gramaturze c.a.=90g. , pozostałe nominały 5, 10, 25, 50zł były drukowane na papierze cieńszym, o gramaturze c.a.=60g.

Wybór papieru czerpanego grubszego na druk banknotów o najwyższych nominałach, zapewne droższego i szlachetniejszego wydawał się być wówczas wyborem logicznym ... tylko właśnie, nie zawsze co droższe bywa lepsze i przydatne do pewnych zastosowań, ... tu wg mojej opinii decyzja ta była niefortunna. Być może? papier gruby ale ten czysty, bez barwienia i użytej chemii  posiadał wówczas zdecydowanie lepsze właściwości mechaniczne od tego cieńszego? A dopiero użycie barwników i sam proces technologiczny podczas jego powierzchniowego barwienia spowodował, że np. przy banknocie 100zł 1794 papier posiada dość kruchą strukturę?

...już tłumaczę, papier cienki np. na banknocie 10zł 1794 zgięty w pół i wyprostowany nie pozostawia praktycznie śladu na banknocie, owszem jest linia zgięcia ale bez szkody dla samej powierzchni papieru, inaczej rzecz ma się w przypadku zgięcia banknotu 100zł 1794, tu na tym grubym papierze pozostanie wyraźny ślad, a i często pękniecie na linii zgięcia….a pytacie skąd to wiem? Czyżbym w szaleństwie swym zaginał banknoty? Oczywiście, że nie ! Te cechy można zaobserwować na banknotach już współcześnie, porównując egzemplarze, przypatrując się pod powiększeniem liniom złamań, wtedy dokładnie zobaczymy co obieg robił z danym papierem. Linie złamań na papierze cienkim mają przebieg łagodny, natomiast na linii złamań papieru grubszego obserwujemy ich nieregularny przełom, często z pęknięciem pośrodku samej powierzchni papieru.

Dla lepszego zobrazowania tej różnicy zestawiłem na fot. nr 2  dwa banknoty, a mianowicie 10zł i 100zł 1794, gdzie oba banknoty były w stanie zbliżonym tj. 2 XF , jednakże typ zmian na powierzchni papieru jest zgoła odmienny na obu banknotach, ...proszę zobaczyć.

Wracając do samego papieru, tak przeglądając notowania aukcyjne dot. nominałów drukowanych na papierze o większej gramaturze  (100zł, 500zł, 1000zł 1794 ) nie znalazłem innego filigranu przy tych banknotach, jak holenderskiej firmy J Honig & Zoonen,...wynika z tego niezbicie, że te trzy nominały były drukowane na papierze jednego producenta . Konsultowałem tą kwestię, z autorytetem jeśli chodzi o ten okres, tj. z Robertem Jadrychem (Je Rycho) i potwierdził moje założenie, że nie są znane egzemplarze wysokich nominałów banknotów Insurekcji tj. 100zł, 500zł ,1000zł drukowane na innym papierze, jak papier producenta J Honig & Zoonen, o wyższej gramaturze c.a.=90g

A sam papier, że gruby, to posiada jeszcze jedną ciekawą właściwość, o której też możemy przeczytać w katalogu Czesława Miłczaka, otóż sam filigran czyli znak wodny firmy J Honig & Zoonen jest zdecydowanie większy niż ten sam znak, tego samego producenta ale na papierze o niższej gramaturze,

...a jaka to jest różnica? Otóż, od czego macie swego pawpaw’a :) , zmierzyłem wysokości liter w obu filigranach i wynik wyszedł następujący :


- wysokość liter wysokich  J , H , Z

* 14mm - dla papieru cieńszego o niższej gramaturze

* 20mm - dla papieru grubszego o wyższej gramaturze


- wysokość liter niskich

* 9mm - dla papieru cieńszego o niższej gramaturze

* 12mm - dla papieru grubszego o wyższej gramaturze

proszę zobaczyć na fot. nr 3, tam zamieściłem porównanie wysokości liter.

A skoro same litery w papierze grubszym są wyższe, tym samym większe, to logicznym jest, że górna część filigranu, tzw. część herbowa powinna być tez większa?

Otóż informuję, że dokładnie tak jest! ... proszę zobaczyć na zestawienie wielkości na fot. nr 4. różnice widać gołym okiem.

Wnioski końcowe i ich uzasadnienia są już przedstawione powyżej ale aby były łatwiejsze w odbiorze, poniżej streściłem je do poziomu suchych informacji:

Wniosek 1) użycie papieru o większej gramaturze do produkcji wysokich nominałów banknotów okresu Insurekcji, nie było dobrym wyborem.

Wniosek 2) do produkcji najwyższych nominałów użyto papieru tylko jednego producenta  J Honig & Zoonen.


Pozdrawiam czytelników

Paweł Pawłowski (pawpaw)





Rzecz o próbnej złotówce bydgoskiej (1671) Michała Korybuta Wiśniowieckiego

Pozostając w tematyce mennictwa syna sławnego Wojewody Ruskiego (nie wiem czy nasi Czytelnicy zdają sobie z tego sprawę, ale ówczesne województwo ruskie to nic innego – nieco ogólnikowo pisząc - jak wcześniejsze „województwo”/Ziemia m.in. przemyskie(a) ) Kniazia Jaremy – Michała Korybuta Wiśniowieckiego, dziś kilka słów chciałbym poświęcić Jego – jak się okazało już po wybiciu monet – próbnej złotówce z 1671 r. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie nakreślił kilku słów natury ogólnohistorycznej.

Wskazywałem już jakiś czas temu w jednym ze swoich tekstów umieszczonych na profilu fb Portalu Numizmatycznego, że często w historii bywało i bywa tak, że postrzeganie przez nas – współczesnych odbiorców - konkretnych wydarzeń, czy też osób, ukształtowane jest przekazami i opiniami badaczy opracowujących dany temat. W ten sposób kształtuje się świadomość następnych pokoleń.

O ile rzecz dotyczy osób/zdarzeń, których losy przedstawiane są w sposób obiektywny, odzwierciedlający wszechstronną kwerendę dostępnych dokumentów i postrzeganych z różnych punktów widzenia, przy jednoczesnym uwzględnieniu okoliczności faktycznych występujących przed wiekami, to współczesny Odbiorca ma możliwość (oczywiście przy dołożeniu mniejszego bądź większego własnego „wysiłku”) wypracowania własnego poglądu.

Gorzej rzecz wygląda, jeżeli od wielu dekad powtarza się jeden i ten sam przekaz – pozytywny lub negatywny. Taka oto refleksja nasunęła mi się swego czasu przy okazji lektury losów XVII wiecznego „króla Piasta” – Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który objął tron w roku 1669 po abdykacji ostatniego z miłościwie nam panujących Wazów. 

Przekaz historyków odnośnie syna słynnego Kniazia Jaremy jest jednoznacznie negatywny. Faktem jest, że w okresie 1669-1673 Rzeczpospolitą targały niepokoje wewnętrzne i zewnętrzne. Wymienić tu wypada chociażby bardzo niekorzystną (upokarzającą wręcz) ugodę w Buczaczu z Turkami z 1672 r., utratę Kamieńca, odnowienie traktatów welawsko-bydgoskich, czy wewnętrzną walkę stronnictw przybierającą postać konfederacji: gołąbskiej i szczebrzeszyńskiej. Mało się o tym pamięta, ale w czerwcu 1672 r. „Lew Lechistanu” – późniejszy zwycięzca spod Wiednia – hetman Jan Sobieski prowadził na Warszawę swoją armię celem dokonania…zamachu stanu.

Okres rządów Michała Korybuta nie należał więc do łatwych. Nie broniąc, ani też nie atakując Króla, wypada jednak postawić pytanie – z prośbą o udzielenie na nie odpowiedzi przez każdego z naszych Szanownych Czytelników samemu sobie – czy rządy te wyglądałyby równie źle, gdyby w Kraju panowała wówczas zgoda w miejsce wszechobecnej waśni? 

Wyżej opisane ówczesne XVII wieczne realia w mojej ocenie, stanowią jedną z przyczyn tak to trzeba nazwać - mizerności mennictwa Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Miasta pruskie, jak trafnie podkreśla prof. Paszkiewicz faktycznie oddzielone monetarnie od reszty kraju, wybijają wtedy, w mojej ocenie, znacznie bogatszą „ofertę numizmatyczną”. Mennica w Gdańsku bije szelągi, dukaty i dwudukaty. Co ciekawe, rynek kolekcjonerski odnotowuje istnienie dukatów i dwudukatów bez wybitej daty. Toruń w roku 1671 wybija szelągi i dwudukata (znane są również szelągi bez daty), zaś najszerszy zakres nominałów pochodzi z mennicy w Elblągu. Wybijano tam szelągi, półtalary, talary, dukaty i dwudukaty.

Mennica koronna w Bydgoszczy wybiła w roku 1671 złotówkę koronną, którą jak wspomniałem de facto zaliczyć trzeba do monet próbnych. Znane są również bydgoskie dukaty i dwudukaty.

Historia monetarna naszego Kraju dowodzi, że już m.in. w roku 1668 zgłoszono postulat wybicia złotówki, której parytet z jednej strony wyznaczy kurs 1/3 talara, a z drugiej zawartość srebra usytuuje ją wyżej od orta. Nie udało się to w końcówce lat 60-tych, nie udało się finalnie także i  trzy lata później, kiedy to Podskarbi Jan Andrzej Morsztyn zlecił wybicie kolejnych złotówek celem przedstawienia Sejmowi. Sejm został zerwany, decyzji nie podjęto, a złotówki pozostały niezrealizowanym planem. Podkreślić trzeba, że jak podnosi się w piśmiennictwie ze wskazywanego nakładu 5000 sztuk, po zerwaniu Sejmu i przetopieniu na polecenie Króla wybitych prób, fizycznie na ziemskim globie pozostało bardzo mało egzemplarzy tej monety. E. Kopicki klasyfikuje je jako R7.

Bardzo rzadko występujące na rynku kolekcjonerskim i aukcyjnym złotówki posiadają średnicę 32 mm i wagę katalogową 9,30 grama. Podkreślić w tym miejscu należy, że rynek odnotowuje istnienie egzemplarzy nieco cięższych, nawet ponad dziesięciogramowych. Złotówki występują w dwóch odmianach stempla: z kropką bądź bez kropki po słowie REX na awersie.

Ich awers przedstawia popiersie królewskie w prawo. Na głowie Michała Korybuta w miejscu korony ujrzymy wieniec laurowy. Pod popiersiem znajduje się herb Jana Andrzeja Morsztyna – Leliwa na skrzyżowanych kluczach (klucze te symbolizowały sprawowaną w latach 1668-1683 /niektóre opisy aukcyjne bezrefleksyjnie kopiują błędną informację jeżeli chodzi o okres sprawowania funkcji z której wynika, że Morsztyn przestał być Podskarbim… na trzy lata przed wybiciem omawianych monet/ funkcję Podskarbiego Wielkiego Koronnego). Jak podkreśla Pan. Z. Kiełb umieszczenie herbu w ten sposób, stanowi jedyny znany przykład w całym mennictwie okresu 1479-1707.

Na rewersie z kolei po bokach czteropolowej (pięciopolowej – jeżeli doliczymy małą tarczę w środku z herbem Wiśniowieckich) tarczy umieszczono litery M i H oznaczające inicjały wardajna mennicy bydgoskiej – Michała Hodermanna. Pod tarczą znajduje się oznaczenie nominału – 1/3 części talara. W napisie otokowym widzimy M D LITUANIAE - RUSS PRUSS oraz rozdzieloną koroną datę1671.

W tym miejscu muszę podzielić się z naszymi Czytelnikami pewnym subiektywnym „odkryciem” (i zweryfikowaniem swojego dotychczasowego poglądu), które bezapelacyjnie dowodzi, że numizmatyka polski królewskiej, a zwłaszcza jej bardzo szeroki zakres przedmiotowy potrafi zaskakiwać. Do tej pory byłem przekonany, że stosowanie w napisach otokowych nieprzetłumaczalnego na język polski słowa – kalki: „Poloniarum” rozpoczęte zostało za czasów Sasów na tronie polskim (a ściślej Augusta II). Dopiero, gdy przyglądnąłem się omawianej emisji próbnej Michała Korybuta zrozumiałem swój błąd. Jak dowodzi awers złotówki, już w 1671 r. próbowano wykazać nawiązanie do sarmackich tradycji Rzeczpospolitej.

Krystian Browarny vel Piwny


Walery Amrogowicz i jego słynne "MONETY".

Wiele popularnych katalogów monet sytuuje tę emisję wśród próbnych monet okresu II RP z dopiskiem "moneta prywatna". Niektórzy zapewne zaczną się zastanawiać dlaczego w tytule artykułu słowo moneta umieściłem w cudzysłowie. Myślę, że jest to dobry moment do przybliżenia nieco historii najsłynniejszej chyba w dziejach polskiej numizmatyki emisji prywatnej "monety" (był jeszcze niejaki palatyn Sieciech ze swoją prywatną emisją za czasów Władysława Hermana, ale to już opowieść na kolejny artykuł). Po lekturze tego wpisu sądzę, że wiele osób znajdzie odpowiedź dotyczącą cudzysłowu w tytule.  

Walery Cyryl Amrogowicz (ur. 8 kwietnia 1863 roku w Nowogrodzie, zm. 28 sierpnia 1931 roku w Krynicy). znany numizmatyk, polski działacz narodowy i filantrop, Polak i patriota okresu międzywojennego. Uczył się w szkołach w Łodzi oraz Toruniu gdzie zaraził się pasją numizmatyczną. Osiadłszy w Sopocie założył Bank Ludowy, który wspierał głównie małych przedsiębiorców. Przez lata zgromadził ogromny zbiór ponad 2 000 sztuk monet i medali

Przychodzi rok 1928 i to właśnie on dla Nas z numizmatycznego punktu widzenia jest najważniejszy. Otóż w tym roku Amrogowicz zleca zaprojektowanie i wykonanie "monet" dwu i pięciozłotowych swojemu przyjacielowi Karlowi Goetzowi - znanemu niemieckiemu rzeźbiarzowi i medalierowi. Projekty przedstawione w Ministerstwie Skarbu wyraźnie się nie spodobały. Nie zraziło to autora projektu do realizacji przedsięwzięcia i wybicia numizmatów wedle własnego projektu. Egzemplarze w srebrze oraz w brązie zostały wybite w Norymberdze lub Monachium (różne źródła różnie podają) jeszcze w 1928 roku. Egzemplarze w platynie i złocie wybito później - w 1930 roku lub później. 

Nie jest znany dokładny nakład tych numizmatów. Większość źródeł podaje ilość do 10 sztuk każdego typu, ale zwarzywszy na cytat z T. Kałkowskiego "Tysiąc lat monety Polskiej" (cytat na dole artykułu), oraz jednak stosunkowo dużą częstotliwość pojawiania się tych emisji na aukcjach, tak niski nakład jest mocno wątpliwy

2 złote, średnica 27 mm:

2 złote w srebrze, aukcja WCN

2 złote w złocie, aukcja ANMN
(rok wcześniej inny egzemplarz tej monety
był również oferowany na aukcji ANMN)

Występujące warianty monety 2 złotowej:

  • srebro, masa 10,1 g
  • brąz, masa 12,4 g
  • złoto, masa 17,5 g
  • platyna, masa16,8 g

5 złotych, średnica 36,5 mm:

5 złotych w brązie egzemplarz oferowany na nadchodzącej aukcji GNDM


5 złotych w srebrze z aukcji WCN



5 złotych w złocie z aukcji ANMN


Występujące warianty monety 5 złotowej:
  • srebro, masa 24, 8 g
  • brąz, masa 30,1 g
  • złoto, masa 34,8 g
  • platyna, masa 36, 0 g

Z prywatnymi monetami Walerego Amrogowicza związana jest późniejsza inicjatywa K. Goetza, który to w oparciu o projekty Amrogowicza wykonał propagandowe medale dla III RzeszyMedal z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej miał posłużyć w wyrobieniu opinii, iż hitlerowcy nie zniszczyli go ponieważ są jego zagorzałymi obrońcami. W projekcie polski napis zmieniono na niemiecki, natomiast na polskiego orła nałożono swastykę. Napis otokowy w polskim tłumaczeniu znaczy  "Cudowny obraz z Częstochowy" "nie naruszony pod niemiecką strażą"

Uruchomiliśmy dobrowolną zbiórkę pieniędzy na portalu www.zrzutka.pl na dalszy rozwój i działalność Portalu Numizmatycznego. Jeśli uważasz, że strona jest interesująca i warto ją wesprzeć WEJDŹ TUTAJ i dowiedz się więcej.

Jak widać projekty prywatnej emisji Walerego Amrogowicza, choć nie doczekały się realizacji jako monety obiegowe, dziś są poszukiwanym walorem numizmatycznym. Mimo, że z formalnego punktu widzenia nie są monetami, bowiem nie mają żadnego umocowania prawnego dot. emisji znaków pieniężnych to i tak w środowisku kolekcjonerów cały czas wzbudzają emocje. 

W tym miejscu jako podsumowanie artykułu chciałbym przytoczyć obszerny fragment z książki Pana T. Kałkowskiego "Tysiąc lat monety polskiej" (wyd. III 1981), dość szczegółowo opisujący całą inicjatywę Amrogowicza i wyjaśniający m.in wątpliwy nakład do 10 kompletów. 

"Pokazujemy powyżej "pobożne cudeńko", należące do dziejów numizmatyki międzywojennej. Przed kilkunastu laty wywołało ono wiele pożądań i hałasu wśród bardziej zapalonych zbieraczy. Pierwszą wzmiankę o tej niby-monecie podał A. Gupieniec w warszawskim "Biuletynie Numizmatycznym" (1955, nr 2/3), ale dziwna ta emisja nie została zamieszczona w oficjalnych katalogach: "Desy" z 1960 i "Ruchu" z 1965 r., opracowanych przez W. Terleckiego, wybitnego znawcę przedmiotu. 

Dziś po czterdziestu latach nie potrafimy wyśledzić przyczyn, które w roku 1928 skłoniły Waleriana Amrogowicza, poważnego zbieracza monet z Sopotu, do wybicia własnym staraniem i kosztem dwu- i pięciozłotówek (...). 

Umierając, Amrogowicz nie pozostawił o swojej emisji żadnej wzmianki w testamencie (...). Spadkobiercą zbioru zostało Towarzystwo naukowe w Toruniu, ale monety te widocznie nie należały do zbioru, skoro dopiero ćwierć wieku później inni spadkobiercy oddali je do obiegu kolekcjonerskiego. Zdołano ustalić, że kompletów było chyba nie więcej niż 10. Dziś są one ulokowane w poważnych zbiorach prywatnych i na rynku zbierackim już się o nich nie słyszy. 

Za co na szerokim świecie zyskały one ostatnio nie bardzo korzystny rozgłos. Jest niemal pewne, że na zlecenie Amrogowicza monety jego wybiła jedna z niemieckich wytwórni medali. Naprowadzają na tę możliwość dwa fakty: w masie licytacyjnej zbiorów po byłym królu egipskim Faruku znalazły się te dwie monety, wybite w złocie, widocznie na własny rachunek wytwórni. Ostatnio zaś donoszą polscy zbieracze ze Stanów Zjednoczonych, że otrzymali oferty na dostarczenie - już z dorobioną dodatkowo dziesięciozłotówką, takich trzech monet, wybitych według życzenia w miedzi, srebrze, złocie i platynie! Niesławie zakończył się więc niewczesny pomysł Pobożnego Amrogowicza". 

Piotr Kosanowski


Monety pośmiertne Bogusława IV oraz Jerzego Wilhellma

W panujących wśród Kolekcjonerów poglądach spotkać możemy się i z takim twierdzeniem, że „monety pośmiertne” nie są niczym niezwykłym – czy jest to słuszne podejście? Pozostawiam do uznania Szanownych Czytelników. Dziś chciałbym krótko zająć się dwiema szczególnymi, w mojej ocenie, pozycjami, które możemy wyróżnić wśród tego typu emisji. Szczególnymi – bowiem wybitymi na cześć ostatnich przedstawicieli swoich dynastii.

Pierwszą z nich jest talar medalowy wybity ku upamiętnieniu ostatniego z rodu Gryfitów – Bogusława XIV.

Bogusław, urodzony dnia 31 marca 1580 roku jako szóste w ogóle dziecko i zarazem trzeci syn księcia na Bardzie i Nowopolu -  Bogusława XIII, zdołał skupić w swoich rękach władze nad całym Pomorzem Zachodnim. Pamiętać przy tym musimy, że w czasie jego panowania sytuacja geopolityczna nie była korzystna. Wybuchła wojna trzydziestoletnia, w której nie udało mu się pozostać neutralnym, dodatkowo wpływy stanów szlacheckich znacząco ograniczały władzę księcia. Bogusław XIV zmarł 10 marca 1637 roku w Szczecinie, jako ostatni władca zjednoczonego Pomorza. Po jego śmierci Księstwo Zachodniopomorskie  zostało podzielone pomiędzy Szwecję i Brandenburgię. Wraz z jego śmiercią zakończyła się trwająca blisko 5 wieków historia potężnego rodu Gryfitów, którzy dzierżyli w swoich rękach tytuły Książąt Pomorskich, Królów – Szwecji, Danii i Norwegii. Pogrzeb ostatniego z rodu Gryfitów odbył się 17 lat po jego śmierci. Z tej okazji w roku 1654 został wybity piękny talar medalowy.

 


Awers:

Gryf kroczący w lewo, z herbami pomorskimi na skrzydłach, przed nim gałązka z herbami Szwecji i Brandenburgii, u jego stóp czaszka i konar.

 Rewers:

Legenda dookolna w języku niemieckim; Der Greiffen Baum liegt da Ohn wurzel Stam und Este Es findet sih niht mehr / Der Greiff im alten Neste Den dreien Kronen Er und auch dem Szepter weicht / Und ihnen Gott geb Gluck Sein Pommern uberreicht

(co w wolnym tłumaczeniu oznacza -  drzewo gryfa leży tam bez korzeni „Stam und Este” nie można już znaleźć, Gryf w starym gnieździe ustępuje trzem koronom a także berłu, Niech Bóg błogosławi Pomorze)

 W tarczy: NVMMVS / EX EQVIALIS / OPTIMI PRINCI / PIS BOGISLAI / DVCIS STET POM / EIVS NOMINIS 14 / ET VLTIMI / NATI 31 MAR 1637 / SEP 25 MAI 1654

(W prostym tłumaczeniu – Moneta najlepszego księcia, Bogusława 14 i ostatniego, Księcia Szczecina i pomorza, zmarłego 31 marca 1637 roku)

Symbolika awersu jest oczywista, gryf z tarczami herbowymi kroczy po drzewie. Drzewie bez korzeni, które już nie wypuści nowych gałęzi. Czas dynastii się skończył.


Drugą z pozycji, o których dziś chciałbym wspomnieć jest moneta upamiętniająca ostatniego przedstawiciela dynastii dużo bliższej sercom Polaków, mianowicie 1 ¼ talara Jerzego Wilhelma - ostatniego męskiego przedstawiciela dynastii Piastów.

Urodzony 29 września 1660 roku w Oławie, syn Chrystiana legnickiego i Ludwiki Anhalckiej od najmłodszych lat szykowany był do objęcia władzy po ojcu. Jerzy Wilhelm odebrał najlepsze wykształcenie, znał język niemiecki, francuski, włoski, hiszpański, łacinę i polski. Szkolił się z teologii, filozofii i retoryki.

Po rozbiciu dzielnicowym Piastowie zaczęli się powoli oddalać od Polski, przy czym najbardziej widoczne było to na Śląsku. Z każdym kolejnym pokoleniem byli Oni coraz bardziej zniemczeni. Jednak ojciec Jerzego – Chrystian, starał się wrócić do korzeni, zgłębiał historię rodu i to właśnie na Jego dworze „ukuto” nazwę dla dynastii. Wcześniej bowiem Piastowie… nie byli nazywani Piastami.

Chrystian Legnicki uczył syna historii rodu, nosił się „po polsku” i nawet zgłosił swoją kandydaturę na elekcji po abdykacji Jana II Kazimierza, jednak nie uzyskał większego poparcia szlachty. Prywatnie przyjaźnił się też z przyszłym królem - Michałem Korybutem Wiśniowieckim. Kiedy na świat przyszedł Jerzy Wilhelm, ojciec chciał mu dać imię po założycielu dynastii, tym samym pierwszy i ostatni członek dynastii dzierżyli by imię Piast! Jednak sprzeciw duchowieństwa- sugerującego, że pogańskie imię może zostać źle odebrane, skłonił ojca do zmiany decyzji.

Ostatni Piast objął samodzielne rządy w Księstwie legnicko – brzesko - wołowskim w 1672 roku jednak formalnie zaczął panowanie dopiero w dniu 14 marca 1675 roku po uroczystym złożeniu hołdu lennego Cesarzowi Leopoldowi I. Wcześniej władzę jako regentka sprawowała Jego matka - Ludwika. Książę Jerzy Wilhelm był bardzo dobrze zapowiadającym się władcą jednak zmarł nagle, nie zostawiając po sobie potomków. W dniu 21 listopada 1675 roku w wyniku silnej gorączki ( nie wyleczywszy wcześniejszej choroby udał się na polowanie) świat opuścił 15 letni, ostatni przedstawiciel Dynastii Piastów. 

Na cześć ostatniego przedstawiciela tak znamienitego rodu został wybity numizmat o nominale 1 ¼ talara.

 

Awers:

Popiersie księcia w prawo, w otoku legenda; GEORG WILHELM M D G DVX SILESIA LING BREG & WOLAVIENS (JERZY WILHELM Z ŁASKI BOGA KSIĄŻĘ ŚLĄSKI, LEGNICY, BRZEGU I WOŁOWA)

Rewers:

Legenda w szesnastu wierszach;

 

PIASTI

ET (MO)NARCHAE POLONIAE

ULTIMUS NEPOS PRINCEPS

XV VIX(IT) ANNOS NAT(US) SED TAMEN

MAIORENNIS

POST NONIME<N>STRE DUCATUUM

REGIMEN

DIE XXI NOVEMB(RIS) A(NNO) MDCLXXV

SIBI REGIAE FAMILIAE

NOVEMQUE SECULORUM SENIO

FATALEM FIGIT TERMINUM

AMBIGENTE SILESIA

NUM PIASTI NATALIB(US) PLUS GRATIAE

GEORGII GUILIELMI

FATO PLUS LACHRYMARVM

DEBEAT

PIASTA I KRÓLESTWA POLSKI, OSTATNI POTOMEK KSIĄŻĘ, ŻYŁ 15 LAT, LECZ JEDNAK / DOJRZAŁY/ PO DZIEWIĘCIOMIESIĘCZNYCH RZĄDACH KSIĄŻĘCYCH, DNIA 21 LISTOPADA ROKU 1675 /SOBIE, KRÓLESTWU, RODZINIE/ I DZIEWIĘCIU WIEKÓW SZÓSTKA (LOS) WYZNACZYŁA NIESZCZĘSNY KRES, POZOSTAWIAJĄC ŚLĄSK W NIEPEWNOŚCI. CZY WIĘCEJ NALEŻY SIĘ WDZIĘCZNOŚCI ZA URODZINY PIASTA, CZY WIĘCEJ ŁEZ Z POWODU LOSU JERZEGO WILHELMA?

 

Obie prezentowane monety – talar medalowy oraz pozycja o nominale 1 ¼ talara -  są piękne w swej naturze, ale uświadamiają nam, że wszystko ma swój koniec. Nikt nie oprze się śmierci, bo przed nią wszyscy jesteśmy równi.

Pragnę podziękować za pomoc i wsparcie w tłumaczeniu i interpretacji legendy monety Jerzego Wilhelma - Panu dr. hab. Bartoszowi Awianowiczowi.

Piotr Hajduk

Numizmatyczny hattrick szwajcarskiego domu aukcyjnego SINCONA AG

W dniach 16-19 maja 2022 roku szwajcarski dom aukcyjny SINCONA AG organizuje trzy duże aukcje monet i medali z całego świata. Typowy hattrick można by powiedzieć używając piłkarskiego żargonu. Nas, kolekcjonerów z Polski interesują naturalnie przede wszystkim monety polskie i z Polską związane a tych napewno na tej aukcji nie zabraknie. Jednak wśród monet świata również jest wiele po które polski kolekcjoner napewno "puści oko". Chociażby piękna oferta monet carskiej Rosji, które od zawsze cieszyły się uznaniem a polskim rynku numizmatycznym. 

JAK LICYTOWAĆ

Podczas 4 dni licytacji pod młotek pójdzie ponad 5 000 przedmiotów. Dla wielu osób jednak psychologiczną barierą przed rejestracją i później licytacją jest fakt, że jest to zagraniczny dom aukcyjny. Nie taki diabeł straszny bowiem sam proces rejestracji, później licytacji jest praktycznie taki sam jakbyśmy licytowali w krajowym domu aukcyjnym. Mało tego, mimo że Szwajcaria jest poza Unią Europejską, to ze ściągnięciem wylicytowanych monet do Polski nie ma najmniejszego problemu. A żeby tego było mało, w Sinconie pracuje Polak Pan Michał Zagórowski, który z pewnością klientom z Polski pomoże w przypadku jakichkolwiek problemów. 

JAK KUPIĆ MONETY NA AUKCJACH ZAGRANICZNYCH POZA UE
(...) Do wylicytowanej ceny doliczana jest opłata aukcyjna i koszty wysyłki. (...) Ale jakie dodatkowe koszty trzeba uwzględnić podczas aukcji za granicą? Jak można sprowadzić monetę z zagranicy bez komplikacji podatkowych i prawnych - pytam Pana Michała Zagórowskiego z SINCONA AG.
Dobre domy aukcyjne dbają o klienta i minimalizują uciążliwe formalności. W szwajcarskich domu aukcyjnym SINCONA AG, monety dla klientów z Unii Europejskiej wysyłane są do niemieckiej filii, firma opłaca na rzecz kupującego wszystkie konieczne podatki i cła - wyjaśnia Michał Zagórowski numizmatyk z SINCONA.

Przesyłka może następnie zostać dostarczona do nabywcy jako paczka wewnątrzwspólnotowa i tym samym zakup taki nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji podatkowych ani prawnych.
W przypadku tego typu transakcji opłata wynosi 25% wylicytowanej wartości i zawiera ustawowy podatek VAT, wspomniane cła oraz opłatę aukcyjną. Procedury te zajmują około tygodnia, dlatego tez monety zostają wysłane do kupującego ok. 1,5 tygodnia po zakończeniu aukcji. Oczywiście klient z UE może zdecydować się na odbiór monet w Szwajcarii. W tym wypadku jest on sam odpowiedzialny za zapewnienie prawidłowego wwozu zakupionych monet to UE i opłacenia wszelkich należnych opłat.

Jak zatem widzicie, nie taki diabeł straszny, więc można próbować. Strona z ofertą aukcyjną oraz formularzem rejestracji znajduje się pod linkiem: www.auktionen.sincona.com

Poza wersją elektroniczną, do wielu kolekcjonerów zapewne trafiły również drukowane wersje katalogów.



BRYTYJSKIE ZŁOTO

Sama aukcja pierwszego dnia rozpoczyna się od licytacji wielkiej kolekcji złotych monet brytyjskich, która to jest najprawdopodobniej największą i najpełniejszą tego typu prywatną kolekcją jaka dotychczas trafiła na rynek aukcyjny. Cała oferta znajduje się TUTAJ - KLIKNIJ.

Pierwszego dnia pod młotek pójdzie 414 brytyjskich numizmatów. Najstarsze pochodzą z XIV wieku z czasów Edwarda III. Najmłodsze to numizmaty z XIX wieku pochodzą z okresu panowania królowej Victorii.



Bez wątpienia jednak ozdoba brytyjskiej kolekcji, która będzie licytowana na aukcji SINCONA AG będzie próbna odbitka złotej 2-funtówki z 1820 roku wybitej za panowania Jerzego III. Licytacja tego numizmatu rozpoczyna się od bagatela 25 000 franków szwajcarskich, ale już w preaukcji są chętni na tej najwyższej rzadkości numizmat. LINK



KOLEJNE KRAJE I EMOCJE

Drugi dzień aukcji (17 maja, aukcja numer 76) od pierwszego waloru rozpoczyna się mocnym uderzeniem. Mamy oto przepiękny talar ryski 1644 z okresu panowania szwedzkiej królowej Krystyny Wazówny (1632-1654). Numizmaty tej władczyni (z reguły mniejszych nominałów) są znane i chętnie przez wiele osób kolekcjonowane w Polsce. Talar takiej klasy jak ten (NGC AU 55) nie pojawia się często. Start licytacji od 15 000 franków szwajcarskich.


POLSKO-SZWEDZKI POMOST

Nas, kolekcjonerów z Polski, rzecz jasna najbardziej interesują numizmaty bezpośrednio związane z Naszym krajem. Zanim o nich kilka słów, wcześniej niezwykłej rzadkości talara, będący niejako pomostem pomiędzy Polską a Szwecją. Poniżej prezentuję bowiem talara sztokholmskiego 1594 Zygmunta III Wazy jako Króla Szwecji (1593-98). Licytacja startuje od kwoty 35 000 franków szwajcarskich, ale nie ma się czemu dziwić, bowiem talar ten pojawia się raz na kilka - kilkanaście lat na rynku aukcyjnym. LINK DO LICYTACJI.

Na awersie monety widzimy półpostać króla w prawo w koronie, z mieczem opartym o ramię i jabłkiem królewskim w dłoni. W otoku napis z tytulaturą królewską jako władcy Szwecji: SIGISMVDVS DEI GRATIA SVECORVM. Na stronie rewersowej pod koroną czteropolowa tarcza szwedzko-polsko-litewska, z małą tarczą z herbem Snopek – Wazów w środku. Po bokach skrócona data rocznika emisji. W otoku kontynuacja tytulatury: GOTORVM WANDALORVM Q & POLONIAE REX (król Gotów, Wenedów i Polski).
Moneta bardzo efektowna włączana jako zwieńczenie kolekcji talarów Zygmunta III Wazy przez najwytrawniejszych kolekcjonerów.


POLSKIE PODWÓRKO

W ofercie domu aukcyjnego SINCONA AG jest kilkanaście bardzo rzadkich i ciekawych numizmatów Polski Królewskiej, które z pewnością ze względu na swoją klasę zasilą te najlepsze krajowe lub zagraniczne kolekcje (pamiętajmy bowiem, że polskie monety są chętnie kolekcjonowane również przez zagranicznych numizmatyków). ZOBACZ POLSKIE NUMIZMATY TUTAJ

Wiele z tych najciekawszych numizmatów polskich i z Polską związanych, przez ostanie dni mieliśmy przyjemność opisywać na Naszym profilu na Facebook. Szczegółowe i rozbudowane opisy można przeczytać TUTAJ - ZAJRZYJCIE KONIECZNIE

Dukat z datą 1550 na tle innych roczników, został wybity przy użyciu największej liczby stempli (łącznie wykorzystano dziewięć par stempli). Różnią się one m.in. zapisem nazwy miasta: GEDANEN, GEDANENS, GEDANENSI. Prezentowana na aukcji SINCONA AG sztuka to wariant z zapisem GEDANENS oraz wczesnym, mniejszym popiersiem gdzie korona nie przecina napisu otokowego (1549-1554). Od 1555 roku do 1558 popiersie było już duże z koroną rozdzielająca napis.
Oferowana na aukcji SINCONA AG sztuka to egzemplarz w menniczym stanie - slab NGC MS63. Wysoki stopień rzadkości + doskonały stan zachowania wróżą jedno. Zainteresowanie tą sztuką będzie ogromne. Pytanie czy trafi na lata do jakiegoś wytrawnego zbioru dukatów polskich czy wróci niebawem na krajowy rynek i zasili aukcję jednego z polskich domów aukcyjnych? Start licytacji od 8 000 franków, w preaukcji już jedna oferta się znalazła.

Pod numerem 1338 mamy piękny egzemplarz (NGC AU58) talara koronnego bitego w mennicy bydgoskiej. Cena startowa monety to 7 500 franków. Dużo? Nie sądzę i napewno patrząc na rzadkość i fenomenalny jak na ten typ stan zachowania, cena końcowa raczej znacznie przekroczy tę startową. Jest to pierwszy rocznik z nowym typem popiersia - półpostać z jabłkiem i mieczem została zastąpiona popiersiem z widocznym pięknie wyeksponowanym orderem złotego runa. W latach 1640 -1644 zarządcą mennicy koronnej w Bydgoszczy był Gabriel Gerloff. Jego talary mają na awersie herb Sas pod popiersiem (herb podskarbiego Daniłłowicza). Na rewersie, obok dziewięciopolowej tarczy herbowej widzimy skrzyżowane haki górnicze, będące uproszczeniem herbu Gabriela Gerloffa, który był zbyt skomplikowany, by mógł być umieszczony w całości. W dole widzimy inicjały B-S umieszczone wśród ogniw łańcucha orderowego. Należały one prawdopodobnie do rytownika menniczego dziś bliżej nieznanego.


Na zdjęciu powyżej prezentuję dziesięciozłotówkę z rocznika 1825, czyli ostatniego roku emisji tego nominału wg tego wzoru (rocznik 1827 nominału 10 złotych był jedynie wzorowany na tym).

Prezentowana moneta licytowana będzie podczas nadchodzącej aukcji Sincona AG (lot 1587). Warto dodać, ze numizmat znajduje się w slabie NGC z notą AU 58, co jak dla tej emisji jest notą doskonałą.
Monetę bito w latach 1820–1825, według systemu monetarnego opartego na grzywnie kolońskiej. Oficjalnie monety te wycofano ją z obiegu 1 maja 1847 r.

Łącznie w latach 1820-1825, według sprawozdań wybito 3 599 sztuk. Nakład emisji 1825 nie jest znany z dokumentów, ale jest jednym z rzadziej występujących na rynku. Katalogi dają mu stopień rzadkości R5. W obrocie kolekcjonerskim znajduje się maksymalnie wyższe kilkadziesiąt egzemplarzy.
Moneta zaliczana jest równolegle zarówno do mennictwa polskiego jak i rosyjskiego zatem także i o tę monetę walka może toczyć się do samego końca i być niezwykle zacięta.



To oczywiście tylko przedsmak tego co oferowane będzie na nadchodzącej aukcji. Do aukcji jeszcze kilka dni więc spokojnie można się jeszcze rejestrować i zapoznać z ofertą.



FAKSYMILOWY PODPIS F. MALINOWSKI NA BILETACH SKARBOWYCH INSUREKCJI KOŚCIUSZKOWSKIEJ – moje tezy i analizy

Wiadomym wszystkim jest fakt istnienia faksymilowego podpisu F. MALINOWSKI (jednakowego typu), na rewersach niskich nominałach zdawkowych biletów skarbowych o nominałach 5 groszy, 10 groszy i 4 złote 1794. (fot. 1)

Aby przejść do zagadnień czysto technicznych odnośnie tej cechy umieszczonej na wymienionych banknotach, chciałbym na wstępie Państwu przedstawić samo zagadnienie  dot. tego podpisu, które do niedawna stanowiło tajemnicę, a teorie na jego temat z czasem uległy zweryfikowaniu do obecnie powszechnie obowiązującej wiedzy.


Fot.1

W odróżnieniu od wyższych nominałów tego okresu, które to były podpisywane odręcznie przez komisarzy, ludzi cieszących się szacunkiem i zaufaniem społecznym, na biletach skarbowych :  5gr, 10gr, 4zł mamy podpis faksymilowy, czyli podpis nie składany odręcznie ale bity z matrycy, pieczęci, czyli powtarzany, ten sam na wszystkich egzemplarzach (w założeniu, że posiadano jedną pieczęć/matryce lub kilka ale o tych samych, identycznych cechach).

Jeszcze nie tak dawno powszechnie dostępna literatura podawała rożne teorie na ten temat, a choćby w opracowaniu Mariana Kowalskiego „Polski pieniądz papierowy 1794-1994” o samym podpisie wręcz jest mowa jako o „napisie” F. Malinowski, bez podania co oznacza. Nie znano nawet brzmienia imienia zaczynającego się na literę F .

W wydaniu z 2004 roku katalogu Czesława Miłczaka „Katalog polskich pieniędzy papierowych od 1794”  autor podawał informację, iż F. Malinowski jako komisarz jest postacią fikcyjną, symboliczną, przedstawicielem ludu o wówczas powszechnym nazwisku jak dziś Kowalski czy Nowak. Zapewne autor w swym przypuszczeniu sugerował się opracowaniem z 1908 roku Jana Litwińskiego „Album pieniędzy papierowych polskich z 1794 roku” gdzie właśnie nazwisko F. Malinowskiego umieszczono w cudzysłów.

Wówczas zagadnienie na warsztat wziął badacz pieniądza papierowego Tomasz Jaźwiński, który to w rozmowie ze mną zwierzył mi się, iż teoria ta kompletnie mu nie pasowała. Dociekliwość jego, jak i kwerenda po bibliotekach skutkowała tym, iż od roku 2007 tj. po ukazaniu się jego artykułu w Przeglądzie Numizmatycznym nr1 56/2007 , wiedza nasza na ten temat została kompletnie zmieniona.

Otóż jak podał autor artykułu, tajemnicza osoba F. Malinowski jest jak najbardziej osobą istniejąca z imienia i nazwiska, a jest to nie kto inny jak FILIP MALINOWSKI komisarz Dyrekcji Biletów Skarbowych. Jego dotychczasowa „anonimowość” była spowodowana tym, że nie znalazł się on w pierwszym składzie Dyrekcji (powołanej 2 sierpnia 1794), a na jego fizyczny ślad autor artykułu natrafił dopiero w trudno dostępnej publikacji Andrzeja Grodka „Pieniądze papierowe podczas Insurekcji 1794” wydaną w 1927 roku . W opracowaniu tym autor podaje, iż w dniu 3 września 1794r. nie kto inny jak sam Tadeusz Kościuszko, zwrócił się do Dyrekcji Biletów Skarbowych o przyśpieszenie prac przy wprowadzaniu drobnych nominałów banknotów, których brak odczuwano na rynku.  Dzień później Rada Najwyższa Narodowa stosowną uchwałą podjęła decyzję o druku nominałów 2złp i 4złp na sumę 8 milionów złotych. Zwróćmy uwagę, że oprócz znanych nam dziś 4 złotych  mowa jest o nominale 2 złotych, a ten jest tylko wymieniony w tym opracowaniu i do dnia dzisiejszego nie jest znany żaden jego egzemplarz, także najprawdopodobniej projekt jego realizacji nie doszedł do skutku? A być może 2złp 1794 wciąż czeka na swojego odkrywcę?

Wracając do zagadnienia, w związku ze zwiększeniem obowiązków związanych z emisją nowych banknotów, Dyrekcja B.S. z dniem 5 września 1794 powołała czterech nowych komisarzy, w tym naszego Filipa Malinowskiego, o którym niestety nadal mało wiadomo. W opracowaniu tym nie podano czym zajmował się Filip Malinowski, za to podano, że został wybrany z rekomendacji Jerzego Fryderyka Pathsa bankiera warszawskiego (szacunek, nieskazitelna opinia moralna, jak i rekomendacja  kogoś znanego i zaufanego była koniecznością), to daje nam pogląd, że z całą pewnością Filip Malinowski pochodził z kręgów bankowych, o tym też świadczą jego podpisy w księgach rachunkowych, gdzie oprócz podpisu Jędrzeja Kapostasa (dyrektora Dyrekcji B.S.), znajdują się podpisy Filipa Malinowskiego, którego jak podaje A. Grodek cyt. ”..nazwisko F. Malinowskiego, odbite stemplem miało być umieszczane na biletach”.

I było odbijane, no właśnie odbijane, ...ale jak to technicznie wyglądało? Pieczęcią tuszem? drukiem typograficznym? czy może drzeworytniczym ?

Nad tym zagadnieniem, tym razem już moja skromna osoba, głowiła się już od dawna – jak to oni wówczas robili ? Jak wyglądał sam proces odbijania tej faksymili na banknotach?

Pewne teorie i podejrzenia w tym temacie miałem już od dawna ale dopiero niedawne oglądnięcie pod silnym powiększeniem pewnego egzemplarza biletu 4zł 1794 spowodowało, że postanowiłem postawić śmiałą tezę i podać ją pod szerszą dyskusję.

Tu prezentuję zdjęcie w przybliżeniu, proszę zobaczyć na zaznaczoną cechę litery F w podpisie - jej górna cześć jest wyraźnie wgłębiona w strukturę papieru i nie jest to odcisk ale wyraźny ubytek papieru (jego brak), tam w wewnątrz (w dziurze) nie ma nadmiaru papieru, który by się znajdował, gdyby to było odciśnięte przy przyłożeniu siły, jak docisku matrycy z farbą.

WG MOJEJ OPINII PODPIS FAKSYMILOWY F. MALINOWSKI BYŁ WYPALANY NA REWERSACH BILETÓW SKARBOWYCH 5gr, 10gr, 4złp

O mojej śmiałej teorii, świadczą też kontury liter, gdzie widać ślad działania wysokiej temperatury, proszę zobaczyć na fotografie poniżej :

Wg mnie, odpowiednią matrycę metalową (z napisem F.Malinowski) podgrzewano do wys. temperatury i taką podgrzaną przykładano do powierzchni papieru rewersu banknotu.

Tu oczywiście padnie zarzut ale hola hola mości panie Pawłowski, jakby tak było, to ślady wypalenia wokoło liter byłyby znacznie większe i bardziej widoczne.

Otóż aby efekt był taki jaki mamy dziś na banknotach, sam jego papier od strony rewersu musiał być odpowiednio przygotowany.

Będąc ciekawskim, jak i mając w poważaniu eksperyment jako  metodę poznawczą,  zrobiłem takie oto doświadczenie – odpowiedniej grubości karton papieru, przypominający mniej więcej strukturą papier, na którym były drukowane bilety skarbowe 4złp 1794, tj. na rzeczonym kartonie, po rozgrzaniu do czerwoności główki śruby metalowej, odcisnąłem ślad rozgrzanej śruby na papierze, efekt wypalona dziura, nawet przy powtórkach i delikatnym przyłożeniu rozgrzanej śruby, efekt za nic nie przypominał cech jakie mamy na banknotach 4złp, wypalenie wokoło napisu było zbyt duże, kontur był nie ostry i nie wyraźny. Natomiast kiedy powtórzyłem eksperyment, wcześniej przygotowując powierzchnię papieru przez nałożenie na nią warstwy zwykłego wosku, to efekt zaskoczył mnie miło - wypalona cecha była bardzo zbliżona w formie to tego co mamy na biletach skarbowych.

Niestety nie posiadam materiału fot. z tego doświadczenia, tu proszę uwierzyć mi na słowo, zresztą każdy ciekawski może powtórzyć to, korzystając z moich wskazówek.

Mając dostęp do egzemplarzy 4złp 1794 w idealnych stanach zachowania, nie raz zastanawiało mnie, dlaczego rewers biletów skarbowych jest jakby tłusty w dotyku, wybłyszczony, tak jakby był właśnie nawoskowany?, a sam awers w odróżnieniu od rewersu był zawsze matowy. Tą właściwość zapewne nie jeden z czytelników zaobserwował. Teraz ta cecha „wybłyszczenia” rewersu, w świetle mojej teorii wydaje się mieć uzasadnienie !

Co szanowne grono sądzi o tym?

Paweł Pawłowski (pawpaw)

Literatura :

- Tomasz Jaźwiński „Tajemniczy Malinowski” , Przegląd Numizmatyczny nr1 56/2007

- Marian Kowalski „Polski pieniądz papierowy 1794-1994” , W-wa 1994r.

- Czesław Miłczak „Katalog polskich pieniędzy papierowych od 1794”, W-wa 2004r.

- Andrzej Grodek „Pieniądze papierowe podczas Insurekcji 1794” W-wa 1927r.