1 złoty 1929 bez znaku mennicy - prawda czy fałsz?

Kilka dni temu jeden z czytelników (dziękuję Panie Marku) Portalu Numizmatycznego podesłał mi na miala zdjęcie swojego egzemplarza 1 złotówki 1929 bez znaku mennicy, którą zakupił niedawno na jednej z aukcji. Dyskusje nt. rzekomej autentyczności czy też nie tej odmiany toczą się od dawna. Powstało kilka obozów, które przedstawiają swoje racje i argumenty. A jaka jest prawda? 

1 złotówka z 1929 roku to jedna z najpowszechniejszych obecnie na rynku monet okresu II RP. Oczywiście w stanie menniczym swoje kosztuje, ale już minimalnie słabsze egzemplarze można kupić za kilka złotych. Łączny nakład tej niklowej monety (bita była od 1929 do 1938 roku z jedną datą) wynosił nieco ponad 32 mln sztuk. Produkcja jak widać masowa i to przez duże M. 

Klasyczna i typowa złotówka 1929 ze znakiem mennicy Kościesza

Kilkanaście lat temu wnikliwi kolekcjonerzy dopatrzyli się, że na rynku zaczęły krążyć egzemplarze bez znaku mennicy (herb Kościesza) na rewersie. Dotychczas informacja o takiej odmianie tej monety pochodziła z notatek Gustawa Soubise-Bisiera - warszawskiego numizmatyka i antykwariusza. W swoich notatkach wyceniał on egzemplarz bez znaku mennicy na kwotę 50 zł. W tych samych notatkach talara Zygmunta III wyceniał na 30 zł a próbne monety II RP sprzedawał za 10-15 zł. Widać zatem, że wycena złotówki była bardzo wysoka. 



Fragment notatek Bisiera z informacją o złotówce bez znaku 

W cenniku Berezowskiego informacji o takiej monecie nie mamy. Edmund Kopicki pod numerem 2880 umieszcza omawianą złotówkę bez Kościeszy dając jest stopień rzadkości R* - tzn. unikat, czyli znany jeden egzemplarz. Pan Janusz Parchimowicz w swoim specjalizowanym katalogu monet II RP uwzględnia tę monetę, ilustrując ją zdjęciem egzemplarza z Muzeum Narodowego w Warszawie i umieszczając ją w rozdziale dotyczącym monet próbnych. Pan J. Chałupski w swoim specjalizowanym katalogu daje tej monecie  stopień rzadkości R7 a więc znanych kilka egzemplarzy. 




Rewers złotówki bez znaku Kościesza - zdjęcie nadesłane przez czytelnika.

Pierwszym artykułem nt. tej monety był tekst Pana A. Suchanka w Przeglądzie Numizmatycznym Nr 3-4/1999. Poddał on wnikliwej analizie jeden z egzemplarzy monety bez znaku i potwierdził jej autentyczność. 

Nawet pod bardzo dużym powiększeniem nie widać na monecie znaku mennicy, ani żadnych nawet najdrobniejszych jego fragmentów. Nie występują też żądne ślady jego usuwania. W miejscu gdzie zazwyczaj znak występuje widoczna jest gładka, lekko porysowana powierzchnia z nikłymi, ale lekko zauważalnymi resztkami połysku i miejsce to nie różni się niczym od innych fragmentów tła rewersu. Reasumując mamy do czynienia z kolejnym przypadkiem odnalezienia monety znanej dotąd jedyne z notatek Bisiera. 

A. Suchanek "Przegląd Numizmatyczny", nr 3-4/1999. 


Odmiana, destrukt a może fałszerstwo? 

Co jakiś czas powracają dyskusje nt. statusu tej monety. Są dwa a właściwie trzy obozy i każdy z nich przedstawia swoje racje. 

Pierwszy - Złotówka bez znaku mennicy to odmiana. Moneta jest jak najbardziej autentyczna i powstała w wyniku bicia stemplem bez naniesionego znaku mennicy. 

Drugi - Jest to destrukt, który powstał w procesie bicia zapchanym lub mocno zużytym stemplem. 

Trzeci - jest to doskonałe fałszerstwo, które powstało poprzez zeszlifowanie znaku mennicy. 

Długo zastanawiałem się nad tym jaka jest prawda. Odpowiem dość przewrotnie - wydaje mi się, że każdy powyższy wariant może być  i jest prawdziwy. Zacznę od końca. 

Fałszerstwo - absolutnie jestem więcej niż pewien, że na rynku antykwarycznym są egzemplarze fałszywe, powstałe przez domorosłych mincerzy w przydomowym garażu poprzez zeszlifowanie znaku mennicy. Jeśli są dobrze zrobione i powierzchnia odpowiednio wykończona to niezbyt zaawansowany kolekcjoner może dać się złapać. Trzeba uważać. 

Destrukt - również jest to prawdziwe stwierdzenie. Przypomnijmy, że była to produkcja masowa - ponad 32 mln sztuk monet powszechnego obiegu. Jednym kompletem stempli tłoczono maksymalną ilość monet i przy ostatnich sztukach tłoczonych zużytym stemplem zwyczajnie cieniutki i malutki znak mennicy mógł ulec zanikowi. Mógł się również zwyczajnie zapchać stempel, ale w tym wypadku bardziej prawdopodobne wydaje mi się jego zużycie (różnice z akantu mennicy i liściach akantu u góry mogą świadczyć właśnie o niedobiciu lub wybiciu mocno wyeksploatowanym stemplem. Tak wybitych monet kontrola jakości zwyczajnie mogła nie wychwycić i dziś mamy bardzo fajne destrukty. 

Odmiana - Oryginalna odmiana wybita stemplem bez znaku mennicy. Przypomnę, że była to ponad 32 milionowa emisja produkowana do roku 1938. Przy tak masowej produkcji gdzie konieczne było wykonanie napewno kilkuset kompletów stempli a w ostatnich latach bicia w przededniu II WŚ zwyczajnie nie wierzę, że przez pomyłkę nie powstał stempel bez znaku mennicy. Zwyczajny błąd ludzki przy produkcji stempli a potem przy dopuszczeniu do produkcji spowodował wybicie niewielkiej ilości egzemplarzy właśnie bez znaku. W porę jednak zostało to zauważone i odpowiednio wcześniej błąd został zaprawiony a "do obiegu" trafiła nieznaczna tylko ilość egzemplarzy. 

Moje opinia

Ja osobiście skłaniałbym się ku temu, że jest to odmiana, która powstała przez pomyłkę stemplem bez znaku mennicy. Destrukt może to być, oczywiście ale tu bym podchodził z pewnym dystansem, bo jeśli byłoby to tłoczenie zużytym stemplem wówczas nie tylko akanty i znak mennicy straciłyby na czytelności, ale reszta wizerunku choć w minimalnym stopniu również. 


Porównanie fragmentu rewersu monety ze znakiem oraz bez znaku




Miejsce gdzie powinna być Kościesza w dużym zbliżeniu

Zbliżenie na liście akantu, u góry egzemplarz ze znakiem mennicy, poniżej bez znaku. TU tez specjaliści badający temat doszukali się różnic w rysunku obydwu monet. 


Komentarze