Inwestorzy wkroczyli na rynek numizmatyczny?

Od kilku miesięcy na rynku numizmatycznym możemy zauważyć dość niepokojące zjawisko. Rynek numizmatyczny stał się "terenem łowieckim" dla inwestorów, którzy w numizmatyce widzą formę dywersyfikacji swojego portfela inwestycyjnego. Z Naszego - kolekcjonerskiego punku widzenia jest to zjawisko bardzo niepokojące, ponieważ tak drastyczny wzrost cen wielu numizmatów w niedalekiej przyszłości może mieć opłakane skutki.

Zjawisko czystego inwestowania w numizmaty było dość powszechne od dawna. Numizmatyka była i jest jedną z form tzw. inwestycji alternatywnych - wyspecjalizowane firmy czy osoby prywatne kupowały rzadkie numizmaty w dobrych stanach podobnie jak kupuje się złoto czyli stricte inwestycyjnie. Generalnie nie ma w tym nic złego, ponieważ nawet my kolekcjonerzy gdzieś z tyłu głowy mamy to, że chcemy aby nasza kolekcja która budujemy latami z czasem zyskiwała na wartości.

Na koniec lipca 2020 roku z lokat bankowych odpłynęło ponad 53 mld złotych tj. 20% wszystkich pieniędzy, które Polacy trzymają na lokatach. Lwia część tych pieniędzy jest dywersyfikowana i inwestowana w inny sposób m.in. na rynku produktów inwestycyjnych (złoto, srebro) i na rynku szeroko pojętej sztuki czyli np. w numizmatyce. 

Jednak to co ma miejsce w ostatnich tygodniach to absolutna rewolucja cenowa. Drastyczny wzrost dotknął monety praktycznie z każdej półki cenowej. Jednym wspólnym mianownikiem jest to, że wzrost dotknął tylko najlepszych stanów zachowania. Pozostałe inwestorzy "zostawili" kolekcjonerom, bo z ich inwestycyjnego punktu widzenia moneta w II czy III stanie nie jest już tak atrakcyjna jak numizmat w stanie menniczym i najlepiej zapakowany jeszcze w slab. 

Dużym problemem jest tu również fakt, że wiele z tych osób (bez urazy), ale czasem kupuje czysto intuicyjne. Widza stara monetę a to myślą, że stara historyczna blaszka to napewno droga. Licytują, licytują i kupują. Otrzeźwienie może przyjść dopiero za kilka lat kiedy przyjdzie do sprzedaży takiej kolekcji i wtedy się okaże, że niedojrze kilka lat temu przepłaciliśmy to dziś jeszcze straciliśmy. 

W dłuższej perspektywie dla samego rynku numizmatycznego może to mieć opłakane skutki. Po pierwsze - bańka spekulacyjna, która rośnie na naszych oczach tak szybko jak rośnie, równie szybko może pęknąć. Po drugie - inwestorzy startują z zupełnie innej półki cenowej niż przeciętny kolekcjoner, który jest czasem w stanie zapłacić więcej, ale w granicach rozsądku. Taka bariera cenowa powoduje, że szerzej dostępne dotychczas monety, dziś są w zasięgu cenowym tylko wąskiej grupy osób. Po trzecie taka sytuacja w dłuższej perspektywie może spowodować, że osoby które dotychczas zajmowały się kolekcjonowaniem monet po prostu ze względu na bariery cenowe odejdą ze środowiska a nowi kolekcjonerzy nie będą napływać. Po czwarte nastąpi totalne zaburzenie proporcji pomiędzy cenami monet z poszczególnych okresów historycznych. 

Już dziś słyszę głosy od wielu kolekcjonerów, że jak tak dalej pójdzie to będą musieli się zastanowić nad kolekcjonowaniem monet z dotychczasowej określonej epoki czy władcy i albo będą szukali alternatywy wśród monet z niższej półki cenowej, albo wogóle zarzucą przygodę z numizmatyką. Ja sam zaczynam mieć dylematy czy za kilka miesięcy będzie mnie stać na orta gdańskiego Zygmunta III Wazy czy będę zmuszony poszukać sobie alternatywy wśród np. 2 zł Nordic Gold etc. :)? 





Komentarze